Nie będę narzekał na za mocno na wygląd postaci, bo nawet Diego, który początkowo średnio mi podpasował modelem, z czasem zyskał na „atrakcyjności”. Już bardziej bym się doczepił do Gorna, który wygląda mi tu na chuderlaka. Milten, Lester, Lee, Gomez czy Xardas wyglądają świetnie. To samo w zasadzie tyczy się postaci drugoplanowych, z Orkami na czele.
W kwestii optymalizacji jestem chyba szczęśliwcem, gdyż tak de facto nie miałem zauważalnych spadów FPS-ów (co zabawne poza początkowym filmem i starciu w finale), które oscylowały w przedziale 50-90. Zaś sama gra ani razu nie uraczyła mnie przymusowym widokiem pulpitu. Nie natknąłem się też na żadne artefakty graficzne.
Buggologia – studium stadium larwalnego błędocziozy
Oczywiście, że
Gothic Remake nie byłoby „kompletnym” odświeżeniem (idący nieco ścieżką
Obliviona), gdyby nie powtórzył przypadłości oryginału i sam od siebie czegoś nowego nie dodał w kwestii błędów. Jest ich sporo, niektóre nie ukrywam – irytujące, ale i komiczne sytuacje.
Już na początku trafiłem na przypadek wyjątkowo upartego (może okres godowy?) kretoszczura. Zawędrowałem do Starego Obozu, podszedłem do Snafa i jak mnie od tyłu coś nie smagnie. Zwierzak leciał za mną prawdopodobnie od jaskini przy przeprawie do obozu, nie niepokojony przez żadnego NPC-a. Mało tego, mieszkańcy obozu Gomeza to zdecydowanie miłośnicy natury. Jak tylko sprzedałem pierwszy cios zwierzakowi, tak część cieni i kopaczy ruszyła mu na pomoc! A to nie koniec.
W kopalni Starego Obozu, zaraz przed wejściem na tereny pełzaczy trzeba zebrać pod szyb trzech wojowników Bractwa, bo inaczej się nie ruszy tego questa. W tym czasie pewien jegomość, którego w oryginale tu nie było, zaczął trzaskać kopaczy od lewa do prawa. Chciałem go jakoś zagadać (może ziele mu siadło na kopułę), ale wskutek tego Asghan sam się odpalił i zaczął na mnie polować.
Już nie wspomnę, że tak jak w oryginale, postacie potrafią podczas wspólnych spacerów gdzieś wpaść lub zniknąć i pojawić się nagle tam, gdzie nie daliby normalnie rady wejść. Tak jak Gorn w ruinach starego zakonu. Udało mi się tam dostać „robaczym” fortelem i zacząłem zwiedzać przybytek, a koleżka zmaterializował się na środku podwórza, pozostając milczkiem do czasu, aż podniosłem kratę blokującą przejście. O dziwo Baal Lukor nie sprawiał mi żadnych problemów na orkowym cmentarzysku.
W oryginale dało się wskutek pewnych okoliczności dołączyć do Magów Wody. Tu ktoś wpadł na genialny pomysł, aby najpierw odwiedzić Thorusa, aby dany skrypt mógł w ogóle zadziałać. W efekcie czego przy maksymalnej frustracji jakimś cudem udało mi się to zrobić w ostatnim rozdziale i w ostatniej chwili wykupić dostęp do ostatniego kręgu magii. Bez tego pewna znacząca runa byłaby wykluczona z użytku.
Gothic 1 Remake - recenzja
|
|
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | następna >>
|