Zapewne nie ma na świecie osoby, której na pewnym etapie edukacji szkolnej nie dopadała nuda, a opcji żeby sobie poradzić z takim impasem przynajmniej za moich czasów za wiele nie było. Dla uczniów, którym psocenie czy wagarowanie nie było po drodze, w obwodzie pozostawała tak naprawdę jedyna neutralna opcja: zeszyt i ołówek/długopis. Albo i szkolna ławka…
Graphite jest rasowym RPG zabarwionym elementami soulslike’a, który wygląda jakby go żywcem wyjęli z uczniowskiego zeszytu, a który to mocno „jara się” mechanikami D&D. Różnorodne napisy znajdują się tu na pourywanych kawałkach papieru, a postacie na polu walki wyglądają jak dzieła wyobraźni nastolatka. Rozwój postaci również ma miejsce na kartce wyrwanej z notatnika. Takie rozwiązanie sprawia, że gra choć wygląda na graficznie ubogą, tak chłopakom z ekipy
RipRed udało się stworzyć coś oryginalnego.
Z początku do dyspozycji dostajemy rycerza, który musi pokonać Śmierć, zresztą na zlecenie pewnej zagadkowej figury zwanej Skrybą, a która to sama chce się wywinąć spod kosy Żniwiarza. Oczywiście historia ma też drugie dno i gdzieś w tle czuć, że całość w większym stopniu odnosi się do nastoletniego twórcy, czy to w sferze dojrzewania czy radzenia sobie ze stratą. Pierwotnie gra składa się z trzech aktów, a te z kolei dzielą się na określoną pulę dni, po upływie których czeka nas starcie z bossem.
Mechaniki gry są w miarę intuicyjne, ale już na początkowym etapie trzeba w miarę rozważnie dysponować zasobami, bo limit czynności na dany akt bywa ograniczony i jego złe wykorzystanie, czytaj słabe rozwinięcie postaci, da o sobie znać przy starciach z bossami, którzy potrafią być bezwzględni. Nasze wybory podczas aktu przypominają zresztą trochę opcje dostępne w grach planszowych, takich jak chociażby
Talizman: Magia i Miecz, gdzie twórcy oferują nam kilka talii kart do wykorzystania podczas gry. W
Graphite za obszar gry robi nam szkolne biurko, na którym mamy trzy talie do wyboru.
Możemy zagrać „karty spotkania”, tutaj wystylizowane na karty tarota, przedstawiające losowe wydarzenia, w wyniku których możemy uzyskać/wymienić artefakty, dostać nową umiejętność lub wzbogać się o platę, lokalny środek płatniczy. To są te pozytywy, bo talia zawiera też pozycje, które potrafią boleć i skutki ich rozegrania wypada „przyjąć na klatę”. Zdarzają się przypadki osłabiające statystyki naszych postaci. Są też wydarzenia, które zabiorą nam część lub całość kasy albo wywołają opcjonalną walkę. Mamy też wreszcie losowy rzut kośćmi, który potrafi tak napsuć nerwów, jak i dostarczyć radości z nieoczekiwanego podarku.
Skonstruowano to fajnie, tylko że całość niejako podziela wadę ze wspomnianymi planszówkami (tyczy się z reguły „gołych” podstawek), gdzie talie wydarzeń dosyć szybko się wyczerpują, przez co ulatuje gdzieś ten element zaskoczenia, zwłaszcza gdy podczas jednej, dłuższej sesji całą talię powtórzymy po kilka razy.
Drugą talią są starcia z przeciwnikami, których areną również jest szkolna ławka. W tle często widać klasę, albo innych uczniów, co podbija odpowiednio klimat, na który pracują również animacje starć. Są „skokowe” i pasują do przyjętej konwencji gry. Same starcia są prowadzone w turach. Obleczone zostały formułą czasową, przez co na odpowiednim pasku widzimy, kto wykona dany atak szybciej bądź wolniej. Kolejka jednak nie jest czymś niewzruszalnym, bowiem twórcy wyposażyli nas w narzędzie zwane „przełamaniem”.
Graphite - recenzja
|
|
|
|
|
| | 1 | 2 | następna >>
|