Gry przygodowe nie umarły. I choć wśród nich powstały niewątpliwie nowe podgatunki – by wskazać na tzw. produkcje epizodyczne, implementujące mechaniki „ważnych wyborów” czy tzw. QTE – to wciąż powstają produkcje, których główny szkielet wydaje się żywcem wyjęty z lat 90. minionego stulecia. Przykładem może być Scott Whiskers: the Search for the Golden Cat.
Oczywiście te trzy dekady temu byłbym zachwycony, gdyby ówczesne przygodówki point’n’click wyglądały tak jak w przypadku najnowszego dzieła
Fancy Factory – lecz głównie z uwagi na brak pikselowości. Trudno bowiem uznać, by którekolwiek ujęcie zachwycało pod względem estetycznym, kolorystyką bądź kompozycją. Gra nie oferuje bowiem takich ujęć, które zapadałyby na lata w pamięć.
|
|
|
Co by tu zrobić, czyli klasyczny dylemat przygodówkowego gracza
|
Akcja gry rozgrywa się w mniej czy bardziej fikcyjnym zakątku Mezoameryki, tzn. potencjalnie kompatybilnym z mapą polityczną świata, choć w istocie stanowiącym tylko projekcję wyobrażeń mieszkańca Północy o klimacie i kulturze Ameryki Środkowej. Znawcy tematu dopatrzą się tutaj bowiem tysiąca klisz, uogólnień i zwykłych stereotypów. Nie należy jednak omawianych niezgodności traktować poważnie, bo sam tytuł bynajmniej nie ma takich ambicji.
Mamy bowiem do czynienia z produkcją w dużej mierze pastiszową, wyzbytą jakiegokolwiek realizmu, przywodzącą raczej na myśl filmy komediowe obsadzające w głównej roli
Lesliego Nielsena. Co więcej, niemało w niej „ester eggów”, a przyjemnym – dla mnie – nawiązaniem jej do ducha „najntisów” jest fakt, że pozwala sobie na kilka żartów, których wówczas jeszcze by nie traktowano jako przekroczenie granic politycznej poprawności.
|
|
|
Guybrush Threepwood już przećwiczył takie błądzenie
|
„Oldskulowość” omawianego tytułu to jednak nie tylko jego atut, lecz również słabość. Podczas rozgrywki ani przez moment nie miałem wrażenia obcowania z pomysłem fabularnym czy mechaniką, z którą bym się nie zetknął wcześniej. Przejawia się to nawet w konieczności dość irytującego przeczesywania pikselu za pikselem w poszukiwaniu istotnych punktów zainteresowania (chyba że zdecydujemy się – co możemy uczynić w każdym momencie – na aktywację opcji ich podświetlania, co właściwie rekomenduję).
Cieszy przynajmniej fakt, iż autorzy nie przymuszają gracza do backtrackingu. Tzn. owszem, zdarzy się, iż celowy będzie powrót do odwiedzonej już wcześniej lokacji, a to w celu omówienia z tamtejszymi postaciami nowych wątków, ale raczej nie zetkniemy się z sytuacją „pojawienia się” nowych przedmiotów etc. Przeciwnie, już na samym początku możemy się wyposażyć w utensylia, które przydadzą się nam znacznie, znacznie później.
|
|
|
To też wygląda znajomo, a i tak cieszy
|
Scott Whiskers: the Search for the Golden Cat nie jest specjalnie ambitną grą pod jakimkolwiek względem – i nie usiłuje takowej udawać. Jest to produkcja adresowana do zdeklarowanych miłośników gatunku, choć może niekoniecznie jego vveteranów, ci ostatni bowiem mogą dość szybko odczuć znużenie.
Metryczka
| Grafika |
70% |
| Muzyka |
65% |
| Grywalność |
55% |
|
|
Ocena końcowa |
60% |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
+ / -
Wymagania systemowe
|
Procesor Quad Core, 4 GB RAM, karta graficzna Intel HD, 6 GB HDD, Windows 10 64-bit.
|
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|