Mamy odtworzyć wielki obraz górujący nad salą i odnaleźć kilka rzeźb, które jak zgaduję, mają symbolizować poszczególne emocje bohaterki. Dokonamy tego zbierając specjalne żółte kryształy, które w liczbie trzech sztuk ukryto na każdym z etapów. Dla własnej satysfakcji możemy też zbierać malowidła, które potem przyozdobią wnętrze sanktuarium.
Nasze standardowe narzędzie, czyli czerwono-żółta lotnia wydaje się nieźle oddawać zasady szybowania takimi przedmiotami. Oznacza to, że nie możemy swobodnie dolecieć w dowolny punkt aktualnie zwiedzanej mapy. Musimy albo wlatywać w pionowe tunele powietrza, albo zbierać kryształy, które dają nam chwilowy skok prędkości, dzięki czemu można się nieco wybić w górę. Lotnia jest mobilna, ale należy uważać, bo o kraksę jest tu w miarę łatwo.
Zderzenie powoduje niebiesko-czerwony rozbryzg „konfetti”, co skutkuje utratą części chi, jak i rozpoczęciem etapu od miejsca startowego. W praktyce loty nie sprawiają trudności, a gra na klawiaturze jest przyjemna. Mimo, że gra ma charakter relaksacyjny, tak chwilami należy zachować uwagę, aby szybko nie wyczyścić się z zbieranej esencji.
Lotnia nie jest w stanie się zatrzymać, więc twórcy pozostawili na planszy symbol oka. Pozwala ono zatrzymać się na moment w miejscu i dokładniej obejrzeć lokację, co wydatnie pomaga w lokalizacji poszukiwanych kryształów czy płócien.
W
Mesoké nie ma ani jednego dialogu, a twórcy pokazują emocje za pomocą obrazu, co ma pozostawić pewne pole do własnej interpretacji historii. Wyraźnie jednak widać, że kobieta odbudowuje się wewnętrznie po jakiejś doznanej stracie/traumie i tak w zasadzie o tym jest ta gra. Postępy w grze widać także po posągu, pod którym składujemy chi. Na przestrzeni rozgrywki zacznie się przeinaczać z pociemniałego kamienia na majestatyczną kryształową sylwetkę samej bohaterki, symbolizując odzyskiwanie wewnętrznej równowagi.
Widać też, że twórcy coraz lepiej radzą sobie w obsłudze CryEngine, dzięki czemu dostajemy produkcję korzystającą z wyrazistej, bogatej palety barw, która potrafi zachwycić otoczeniem. Nawet pomimo mniejszej ilości szczegółów. Niebagatelną rolę odgrywa tu spokojna muzyka, która podkręca nieco imersję z gry. Szkoda tylko, że dostajemy tylko jeden kawałek.
Niestety muszę też ponarzekać. Grę da się skończyć w kilka godzin. Z jednej strony to minus, z drugiej zaś nieoczekiwana zaleta. Dlatego, że mechanika zabawy nie ulega zmianie w trakcie grania i przy dłuższym posiedzeniu można odczuć znużenie. Łatwo też zauważyć, że poza zbieractwem i lataniem w grze nie ma co robić.
Odblokowane etapy z czasem stają się nieco trudniejsze, co skutkuje częstszymi dzwonami. W związku z czym pomysł z utratą chi w grze tego typu wydaje się średnio trafiony. Zwłaszcza, że im więcej jej zbierzemy, tym więcej jej stracimy przy ewentualnym zderzeniu. Wydłuża to sztucznie czas jaki poświęcamy na samo zbieractwo. Odblokowanie końcowego sekretu też nie dało mi zbyt dużej satysfakcji.
Finalnie
Mesoké jest jednak produktem, na który powinno się spojrzeć. Gra jest łatwa, bez grama przemocy, ze świetną warstwą audiowizualną przy relatywnie niskiej cenie. Szkoda tylko, że zabawa jest mało zróżnicowana.
Metryczka
| Grafika |
90% |
| Muzyka |
80% |
| Grywalność |
70% |
|
|
Ocena końcowa |
75% |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
+ / -
Wymagania systemowe
|
Procesor Intel i5-8400/AMD Ryzen 5 2600, 12 GB RAM, karta graficzna NVIDIA GTX 1060 6 GB/AMD RX 580 8 GB, 5 GB SSD, Windows 10 64-bit
|
„Shadowdancer”
|
| Autor: Shadowdancer
|
|
|
| << poprzednia | 1 | 2
|