Mitologia Cthulhu jest ponadczasowa. Pierwsze książki zaczęły pojawiać się ponad 100 lat temu, a oficjalna nazwa „The Call of Cthulhu” padła w lutym 1928 roku. Oznacza to, że uniwersum świętować będzie100 lat w 2028 roku! Co to oznacza dla nas graczy, widzów i czytelników? Oznacza to, że zgodnie z prawem obowiązującym w USA, uniwersum Cthulhu przeszło do domeny publicznej 1 stycznia 2024 roku (ochrona zarobkowych praw autorskich to maksymalnie 95 lat, licząc od nowego roku kalendarzowego, stąd styczeń 2024), a to oznacza, że każdy może tworzyć gry, rysować, pisać i co tam jeszcze chce robić, a przy tym używać oficjalnego nazewnictwa i nie potrzebuje na to licencji! Taki stan rzeczy zachęcił wielu producentów gier do sięgnięcia po to jakby nie było kultowe uniwersum, a gier na bazie twórczości Lovecrafta mamy obecnie całkiem spory wysyp, co mnie osobiście cieszy.
Kosmiczna Katastrofa
Na kanwie rozkwitu popularności tego uniwersum w ostatnich latach, studio znane z tworzenia horrorów o nazwie
Big Bad Wolf, stworzyło grę
Cthulhu: The Cosmic Abyss. Niestety na wstępie trzeba powiedzieć, że gra wyszła o około pół roku za wcześnie i pomimo, że narracja oraz pomysł na rozgrywkę są bardzo ciekawe, tak zabrakło ostatnich szlifów, optymalizacji oraz w kilku miejscach twórcy musieli pójść na skróty (np. takie sobie zakończenie). Gra cierpi też na sporo błędów technicznych, co niestety nie przysparza jej zwolenników, a szkoda, bo potencjał był olbrzymi. Prawdopodobnie za ten stan rzeczy odpowiada wydawca, czyli firma
Nacon, która niestety znana jest z tego, że nie dba o gry i twórców, a cyferki w
Excelu, są dla niej ważniejsze i często wymusza na studiach przedwczesne premiery. Na myśl przychodzi mi tutaj chociażby sprawa gry
Sinking City od
Frogwares, ale nie tylko. Ciekawe, że po tylu latach w branży nie wyciągnęli oni jeszcze wniosków z wcześniejszych projektów i dalej praktykują przedwczesne wydawanie gier. Nie ważne po czyjej stronie jest wina, faktem jest, że produkt jest niedopracowany! Nie jest to na szczęście katastrofa, a miłośnicy uniwersum docenią historię oraz klimat, ale pod warunkiem, że będą mieć mocny sprzęt oraz wystarczająco cierpliwości, aby walczyć z błędami i niedopowiedzeniami w rozgrywce.
Kosmiczna Głębia
Gra rozpoczyna się w 2053 roku, a my wcielamy się w pracownika agencji Ancile o imieniu Noah. Noah jest agentem nietypowym, bo w jego mózg wszczepiono SI, która pomaga mu analizować otoczenie oraz znajdowane wskazówki. Pomysł doskonały w swojej prostocie, a jednocześnie pozwalający w prosty sposób wytłumaczyć interfejs, dziennik i wszystko inne, co widzimy na ekranie. Key (imię SI) nie tylko pomaga Noahowi w sprawie, ale jest niejako kluczowym narzędziem do rozwikłania wielu zagadek. Jednym z wbudowanych narzędzi jest skaner częstotliwości, który niejako jest głównym narzędziem gracza, do odnajdywania wskazówek w świecie gry. Polega to na tym, że po analizie np. dokumentu, możemy potem ustawić częstotliwość na bazie której Key wykryje wszystkie dokumenty w zasięgu skanu. Podobnie jest ze skałami, metalami itp. Jest to dość nowatorskie podejście do rozgrywki i w połączeniu ze swobodą poruszania się, gra sprawia wrażenie nieomal immersive sima, a nie zwykłej przygodówki chodzonej. Szkoda, że twórcy nie posunęli się trochę dalej i nie zaserwowali nam immersive sima z prawdziwego zdarzenia, ze skradaniem się oraz walką (na to zapewne nie pozwolił budżet), a zamiast tego mamy stety/niestety czystą przygodówkę z iluzją swobody (chociaż większość rozdziałów można przejść na dwa sposoby). Musimy więc chodzić po lokacjach i odkrywać różne poszlaki, czytać dokumenty naukowców z Ocean One, słuchać nagrań i po nitce do kłębka odkryć, jaki cel miała wyprawa badawcza w głębiny morskie oraz jakie tajemnice skrywa ich podwodna baza. Niestety poza bardzo dobrym klimatem oraz niejednokrotnie zapierającą dech w piersi grafiką, gra nie ma też znamion horroru. Owszem, klimat jest gęsty, ale brak jakiegokolwiek zagrożenia, kwalifikuje grę co najwyżej jako thriller. Z innych mechanik, nie zapomniano o spaczeniu (szaleństwie) w które może popaść nasz bohater, jak będzie wybierał rozwiązania prowadzące go prosto w paszczę wielkiego Cthulhu. Prawie każdy rozdział ma dwa rozwiązania i to jest na duży plus dla gry. Oprócz tego podczas eksploracji, znajdujemy tabliczki starszych, które dają nam różne bonusy (np. odległość skanowania) jest więc w grze zaimplementowany prosty rozwój postaci, co jest kolejnym, wyróżniającym ją elementem na tle konkurencji. Grafika oraz muzyka w grze, też jest co najmniej przyzwoita i gdyby tylko ktoś grze poświęcił więcej czasu, to być może mielibyśmy opus magnum w świecie Lovecrafta. Niestety błędy i brak optymalizacji sprawiają, że po tę produkcję sięgną tylko prawdziwi entuzjaści uniwersum, a szkoda.
Podsumowanie
Ostatecznie historia oraz oryginalny system szaleństwa i dedukcji ratują ten tytuł, a potencjał widać gołym okiem. Szkoda, że zabrakło szlifu i błędy obniżają ocenę o co najmniej 1,5 oczka. Polecam tylko zagorzałym fanom uniwersum!
Metryczka
| Grafika |
85% |
| Muzyka |
75% |
| Grywalność |
60% |
|
|
Ocena końcowa |
65% |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
+ / -
Wymagania systemowe
|
Procesor Intel Core i5-12600K/AMD Ryzen 5 7600, 16 GB RAM, karta graficzna 8 GB GeForce RTX 3070/12 GB Radeon RX 6750 XT, 16 GB SSD, Windows 11 64-bit.
|
„MG-MAT”
|
| Autor: MG-MAT
|
|
|
|
|