W świecie gier gatunki się płynnie przenikają, a powiedzieć, że twórcy czerpią od siebie nawzajem, to jak nic nie powiedzieć. Jest jednak pewien trend, który może zaskakiwać, a mianowicie robienie demakeów. Są to gry, które wykorzystują znaną markę i specjalnie zostają postarzane, robione w pikselarcie lub na starym silniku 2D i o dziwo sprzedają się świetnie. Inną formą tworzenia gier, która mocno przypomina wspomniane demaki, jest wykorzystywanie mechanik ze znanych gier i przenoszenie ich na grunt 2D. Taką grą właśnie jest Crimson Capes, które można nazwać Dark Souls 2D i nie byłoby w tym wielkiej przesady. Tytuł czerpie garściami od gier ze stajni From Software do tego stopnia, że nawet tryb multiplayer, to rodzaj nawiedzania światów innych graczy. Co ciekawe robi to na tyle dobrze, że ogranie tej gry było dla mnie prawdziwą przyjemnością. Całe przejście gry na moim kanale.
Czerwony Kapturek
W grze wcielamy się mistrza tytułowego zakonu Czerwonych Kapturów, ale z czasem odblokujemy jeszcze trzy postacie, co pozwala różnicować taktyki na polu bitwy oraz dobierać odpowiedniego wojownika pod bossa. Osobiście grałem właściwie jedną postacią, a pozostałe używałem tylko w wymaganych fabularnie miejscach, bo problemem oczywiście jest doświadczenie, które każda postać nabywa osobno. Nie jest to jednak duży problem, bo podobnie, jak w
DS przeciwnicy się odradzają (poza bossami), ale wymaga odrobinę grindu, a tego chciałem uniknąć. Przy odrobinie cierpliwości oraz stosowaniu jednorazowych przedmiotów i odpowiednich konfiguracji uzbrojenia, da się grę przejść jedną postacią, czego jestem niejako dowodem:). Zabijając przeciwników, możemy otrzymać różnego rodzaju przedmioty, które odpowiednio wykorzystane mogą ułatwić nam rozgrywkę (np. kawałki mięsa, które z czasem leczą) Poza przedmiotami jednorazowego użytku, nasza postać spożywa niebieskie kwiaty celem uleczenia siebie, które są ograniczone do trzech sztuk i działają podobnie, jak buteleczki estusa w
DS. Oznacza to, że każdy odpoczynek na polu kwiatów (odpowiednik ogniska z
DS) regeneruje ich ilość do wartości bazowej. Za zdobyte doświadczenie możemy zakupić nowe umiejętności wytatuowane na ręce bohatera, co oczywiście zwiększy nasze możliwości w walce. Niestety nie ma tutaj typowego rozdawania punktów do statystyk, ale na statystyki da się pośrednio wpływać wyekwipowanym sprzętem, który mamy podzielony na zbroję, klejnot do broni oraz dwa przedmioty dodatkowe (np. pierścień i talizman). Wydawać by się mogło, że to mało, ale jak na grę na kilkanaście godzin, to nie tylko wystarczająco ale wręcz w sam raz (pamiętajmy, że są jeszcze inne postacie).
Inny Świat?
Creme'de la Creme tej gry, to oczywiście walka, która zrobiona jest bardzo dobrze. Początkowo wydaje się odrobinę drętwo, ale już po kilkunastu minutach zaczynamy rozumieć system bloków oraz parowań, a przeciwnicy potrafią zaskakiwać swoją inteligencją. Całości mocno dodają klimatu animacje, które wyglądają, jakby żywcem były wyjęte z gry
Another World lub
Prince of Persia. Wrażenie filmowości wpływające na satysfakcję z rozgrywki, dodają też odcinane kończyny, czy też głowy przeciwników, które w malowniczy sposób potrafią przyozdobić ten pikselartowy świat, za sprawą idealnego cięcia gracza. Są też wykończenia oraz inne animacje śmierci, a wszystko wykonano naprawdę na wysokim poziomie. Przeciwnicy też są mocno zróżnicowani i zależnie od krainy, napotkamy zupełnie innych wrogów, którzy często wymagają zmiany taktyki i których trzeba się nauczyć. W tej grze podobnie, jak w
DS, zignorowanie nawet potencjalnie zwykłego przeciwnika, może się skończyć dla nas śmiercią, a ta oznacza rozpoczęcie rozgrywki od ostatniego pola kwiatów. Jest trudno, ale nie tragicznie trudno i śmiało można nazwać tę grę DS-lite, bo chociaż bossowie czasami potrafią dać w kość, to nie było momentu, gdzie zaciąłem się na dłużej i z beznadzieją patrzyłem w ścianę (a w jedynce
DS takie momenty miałem:)).
The Barbarian?
Chyba największą wadą gry, jest jej zakończenie, które co tu dużo mówić zawodzi. Zarówno ostatni boss, jak i finalna animacja są strasznie słabe. Trochę szkoda, że twórcy nie dowieźli do końca. Na szczęście zakończenie nie skreśla kilkunastu godzin dobrej zabawy i potem można grać dalej oraz nawiedzać światy innych graczy lub robić opcjonalnych bossów. Tutaj kolejny, mały zgrzyt, a mianowicie graczy jest dość mało, co niestety negatywnie wpływa na opcje multiplayer, chociaż granie w kooperacji jak najbardziej jest możliwe. Grę polecam nie tylko fanom DS, ale też osobom, które lubią pikselart i mocne wrażenia retro.
PS. Pamiętacie grę
The Barbarian z C64 i turlającą się głowę po arenie?
Metryczka
| Grafika |
85% |
| Muzyka |
70% |
| Grywalność |
85% |
|
|
Ocena końcowa |
80% |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
+ / -
Wymagania systemowe
|
Procesor Intel Core i5/AMD Ryzen 5 2.4 GHz, 4 GB RAM, karta graficzna 4 GB, 1 GB HDD, Windows 10.
|
„MG-MAT”
|
| Autor: MG-MAT
|
|
|
|
|