Żyjemy w epoce potencjalnej rewolucji AI, sztuczna inteligencja wygląda nam już – i to całkiem dosłownie – z lodówki. Osobiście nie mam tu specjalnie wyrobionego zdania, wcale bym jednak nie wykluczał konceptu maszynowo tworzonych scenariuszy, których pochodzenia człowiek nie byłby w stanie zidentyfikować. Na dzień dzisiejszy jest to jednak dość proste, niewątpliwie bowiem niektóre dzieła wciąż pozostają poza zasięgiem krzemowych bytów. Takie jak chociażby Clair Obscur: Expedition 33.
Omawiany tytuł był promowany tu i ówdzie pod hasłem „j(apońskiego) cRPG stworzonego przez Francuzów”. Oczywiście szereg detali nie pozwala na tego rodzaju „poważną” klasyfikację, lecz nie da się zaprzeczyć, że coś jest na rzeczy. Mamy bowiem do czynienia z produkcją kładącą duży nacisk na fabułę, która jednak cechuje się dość liniową strukturą. Owszem, wiele lokacji ma charakter opcjonalny, jednakże gdy już je odwiedzimy, to niemal zawsze pozostaje nam podążanie dosłownie jednym szlakiem. Swego rodzaju niezwykłym talentem twórców jest tutaj fakt, iż i tak można się zgubić (!), gracz zaś niewątpliwie byłby wdzięczny za takie współczesne gatunkowe standardy jak opcja (mini)mapy. Nie jest to jednak wielki problem.
|
|
|
Czasami czekają na nas bardzo nietypowi przeciwnicy (i stroje)
|
Nie za dużą, ale jednak irytującą swoją obecnością łyżką dziegciu jest „zwarta” struktura owych lokacji, tj. nienaruszalność wypełniających ją obiektów, obecność wielu nie-aż-tak-ukrytych barier, nie tylko znacząco ograniczających naszą swobodę, co wprost ujawniających takie swoje przeznaczenie. Trochę to dwudziestowieczne…
Poświęćmy jednak fabule nieco więcej uwagi. Twórcy z
Sandfall Interactibve położyli duży nacisk nie tylko na to, by historia była interesująca i dysponowała potencjałem zaskoczenia (raz nawet naprawdę dużego), lecz również by budowała nastrój. Użytkownik porusza się w klimacie straty, która stanowi wręcz motyw przewodni losów każdego z bohaterów, jednakże kryjącym w sobie jakieś ziarno nadziei chroniącej przed depresją.
|
|
|
Wyspy lewitujące w powietrzu to tutaj normalka
|
Jedni za nimi przepadają, inni uważają, że maksyma „co za dużo, to niezdrowo” doskonale sprawdza się w ich przypadku – mowa zaś jest o filmikach przerywnikowych. W przypadku omawianego tytułu tych zaś jest całe multum, choć na szczęście rzadko kiedy którykolwiek z nich trwa ponad trzy minuty. Są to niewątpliwie dziełka godne uwagi (trudno jednak je uznać za rewolucyjne wedle współczesnych standardów), w mej ocenie zaś autorzy wyraźnie nie chcieli przytłaczać nimi użytkownika.
Wrażenie immersji psują nieco luźniejsze, „typowo japońskie” udziwnienia. Niektóre z napotykanych przez nas postaci cechują się wybitnie komicznym charakterem, przejawiającym się już w ich wyglądzie. Nietrudno o wrażenie, iż mamy do czynienia z pomysłami właściwymi dla kreskówek z Kraju Kwitnącej Wiśni, tak absurdalnymi, że bawiącymi, a nawet wzruszającymi.
Co więcej, pod adresem wspomnianego tytułu łatwo o zarzuty natury psychologicznej. Owszem, główni bohaterowie – podobnie jak ich całe otoczenie – dorastało w środowisku o wybitnie traumogennym charakterze, ale to w mej ocenie nie tłumaczy możliwości dalszego trwania danego społeczeństwa, właściwie stroniącego od jakiejkolwiek rzeczywistej nadziei.
Clair Obscur: Expedition 33 - recenzja
|
|
|
|
|
| | 1 | 2 | następna >>
|