GTA 6 może zabierać niemal całą uwagę graczy w kontekście T2, choć to bynajmniej nie jedyna nadchodzącą produkcja z katalogu tej firmy. Łatwo jednak o tym zapomnieć, bo więcej słyszymy o Grand Theft Auto VI niż o BioShocku 4. Co wiele mówi w kontekście fanów gangsterskiej serii zagładzanych brakiem oficjalnych informacji. Na szczęście dla fanów dystopijnego cyklu, Strauss Zelnick z Take-Two Interactive wspomniał niedawno o „czwórce”. Co prawda tylko mimochodem i, rzecz jasna, bez konkretów, ale przynajmniej miał lepsze wieści dla graczy niż ostatnio.
W wywiadzie dla serwisu
Game File padło pytanie o kanadyjski zespół
Cloud Chamber, któremu powierzono pieczę nad nowym
BioShockiem, a które w zeszłym roku przeszło sporą reorganizację, dorzucając swoją cegiełkę do fali zwolnień w branży gier. To, jak mieli twierdzić pracownicy, wynikało z błędów szefostwa, w tym braku jasnej wizji na projekt.
Zelnick nie potwierdził tych informacji, przynajmniej nie bezpośrednio. Niemniej przyznał, że jest bardzo rozczarowany brakiem nowego
BioShocka od 2013 roku, ale obecnie spogląda na „czwórkę” z większym entuzjazmem. Choć, jak dodał, kosztowało to firmę wiele czasu i pieniędzy.
Zastanów się, co oznacza słowo „niespodzianka”. To tak, jakby jednego dnia wszystko było super, a następnego dnia mówię sobie: „O cholera”. A ja nie prowadzę firmy w ten sposób. Ale jeśli masz na myśli „rozczarowanie”, to tak. Jestem głęboko rozczarowany [brakiem BioShocka 4 – przyp. red.].
[…] Jak się okazało, znalezienie odpowiedniego kreatywnego pomysłu nie było łatwe. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że zmarnowaliśmy sporo czasu i pieniędzy, podążając śladami pomysłów, które okazały się ślepymi zaułkami.
Amerykanin przyznał też, że takie błądzenie i marnotrawstwo to poniekąd typowy element produkcji gier, jako że to
„ogromne aktywności zespołowe”, przez co trudno często stwierdzić, kiedy praca poszczególnych grup twórców nawet zacznie formować się w jedną wspólną całość i jak wiele będzie to kosztować. Tym samym nawiązał do sentymentu wyrażanego przez wielu twórców: że produkcja gier to wielkie ryzyko i nie sposób mieć pewność, jak potoczą się losy projektu.
Oczywiście można się martwić, czy takie turbulencje nie zaszkodzą projektowi, o ile wręcz nie pogrzebią go zupełnie. Jednakże Strauss Zelnick postawił sprawę jasno:
BioShock 4 to już
„dobra gra”, lecz teraz deweloperzy muszą z niej zrobić świetny tytuł. Ma w tym pomóc m.in. Rod Fergusson, dawniej weteran
Blizzarda i
Diablo.
Źródło:
Jakub Błażewicz - GRY-OnLine
|
| Klemens
|
| 2026-05-07 14:30:50
|
|
|