Drizzt, młody książę z królewskiego domu, dorasta w niegodziwym świecie swych mrocznych pobratymców. Mając honor nie przystający do pozbawionego zasad społeczeństwa, Drizzt staje przed dylematem. Czy potrafi żyć w świecie, który odrzuca prawość?
Zapewne niejeden z czytelników niniejszego tekstu, podobnie jak i ja, swój pierwszy kontakt z uniwersum Zapomnianych Krain datuje na rozgrywkę w
Baldur’s Gate. A jeśli przy tej okazji miało się do czynienia z praworządną edycją pudełkową od
CD Projektu, to łatwo nawet było o miłość o pierwszego wejrzenia – a to z uwagi na frapującą instrukcją, a to zważywszy na załączenie do gry powieści rozgrywającej się we wspomnianym świecie. Pamiętam, iż miałem wrażenie czynienia z całkiem już zaawansowanym w latach projektem, a przejawem tego było „cameo” z udziałem niejakiego Drizzta, ekscytujące dla mnie właściwie tylko pod kątem możliwości uzyskania unikalnych mieczy. Ale po latach postanowiłem niejako nadrobić niedociągnięcie młodości i na powrót zapoznać się z historią mrocznego elfa.
Podchodząc do pierwszego tomu trudno było mi się wyzbyć sceptycyzmu powodowanego chociażby wyrobieniem czytelniczym stanowiącym efekt przynajmniej wielu lat najróżniejszych lektur, jak też świadomością, iż mam do czynienia z produktem ze wszech miar komercyjnym. O dziwo nie było aż tak źle!
Naturalnie
„Ojczyzna” nie stanowi jakiejś specjalnie wyrafinowanej literatury, nie ma co tu liczyć na bogatą konstrukcję psychologiczną postaci czy też zaskakującą konstrukcję fabuły, ba, nie uświadczymy rozważań chociażby o ciężarze właściwym dla
Planescape: Torment, lecz poważnym błędem byłoby sięgnięcie po przedmiotową pozycję w sytuacji tego rodzaju oczekiwań. To mimo wszystko jest beletrystyczny fast food.
Jakkolwiek jednak kebab nierówny kebabowi, a zapiekanka zapiekance, tak i „czytadła” dzielą się na lepsze i gorsze. Omawiana pozycja to jednak proza całkiem poprawna warsztatowo, raczej stroniąca od obrażania inteligencji czytelnika. Zarazem stanowi ona swego rodzaju artefakt swoich czasów i okoliczności, w niejednym miejscu można rozpoznać elementy autocenzury, stanowiące rezultat dostosowania się do najróżniejszych oczekiwań, „nieco” odmiennych choćby dla trzeciej dekady XXI wieku (choć patrząc chociażby na gwiezdnowojenne produkcje od
Disney’a zastanawiam się, czy aby jednak).
„Ojczyzna” nie jest perłą literatury fantasy, lecz ułatwia zrozumienie atencji, z jaką spotkało się pojawienie się postaci drowa w grze
Interplay’a. Biorąc pod uwagę skalę „potworności” właściwej dla mnóstwa książek „franczyzowych”, może ona być postrzegana nawet lepiej, niż „cyklop w krainie ślepców”.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|