Dokładnie trzysta lat po rozpoczęciu terraformowania Marsa na pustyni dokonano przerażającego odkrycia, które stawia w nowym, zaskakującym świetle historię Czerwonej Planety.
Zainteresowanie Marsem w ostatnich latach osiąga już na tyle powszechny i zaawansowany (również finansowo) poziom, iż wizje ludzkiej nań obecnością przestają jawić się jako równie fikcyjne co opowieści o wojnach toczonych wśród gwiazd. Nim nastała owa moda – czy też hossa – tego rodzaju fikcję stworzył
Rafał Kosik. Czy przetrwała ona próbę czasu?
Akcja
„Marsa” rozgrywa się na kilku oddalonych od siebie dość znacznie płaszczyznach czasowych, prezentowanych zgodnie z linearną chronologią. Już to założenie nastraja czytelnika optymistycznie, albowiem każda osoba dysponująca choćby śladowym poczuciem realizmu uświadamia sobie, iż jeśli faktycznie dojdzie do kolonizacji Marsa, to będzie to proces rozciągnięty nie na lata, nawet nie dekady, co wręcz stulecia.
W konsekwencji autor musiał się zmierzyć z dużo większym wyzwaniem, próbując antycypować kierunki postępu technicznego o tak znacznych barierach czasowych – a jak wiemy, właściwie żaden człowiek, a wśród nich ci postrzegani jako absolutni tytani intelektu, nie wyszedł zwycięsko z takiej próby. Atutem pióra twórcy jest tu więc już ta okoliczność, że nie próbował on szarżować z prędkościami nadświetlnymi czy teleportacjami etc., starając się uszanować ustalenia tzw. twardej nauki.
Rafał Kosik potrafi pobudzić wyobraźnię czytelnika, chociażby przez poddawanie mu refleksji o spiskach na skalę masonów czy illuminati bądź pomysły, które mogłyby się rodzić na zlotach miłośników prozy
Ericha von Dänikena (jakkolwiek może nie do końca zgodnie z jego mitologią). Zarazem można u niego dostrzec pewne poszanowanie tradycji
Lema czy
Zajdla, stroniące od tromtadrackiego optymizmu.
„Mars” to całkiem satysfakcjonująca i dość oryginalna lektura, w odróżnieniu od samego tytułu książki. Nie jest wolna od pewnych felerów, lecz nie widzę powodów, dla których by nie miała być zestawiana chociażby z dorobkiem niejakiego
Andy’ego Weira.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|