Nadchodzi dzień polarny, lecz zamiast jasności – niesie mrok. Wielka Mistrzyni musi poświęcić to, co najcenniejsze, by przywrócić pokój. Tymian Drakow pokona długą drogę, by odnaleźć swoje serce, a wraz z nim przeznaczenie, które odmieni go na zawsze. Tymczasem w tajemniczej Wieży Swedenborga Sofja Kluk poszukuje odpowiedzi na dręczące ją pytania. Nie istnieje siła mogąca ją powstrzymać od konfrontacji z największym przeciwnikiem, kimś bardzo jej bliskim.
Nieskończona wyobraźnia i wspaniały język laureata Nagrody Literackiej Nike pozwoliły stworzyć fantastyczne uniwersum, oszałamiające rozmachem i onieśmielające pisarskim kunsztem. To świat, w którym niewinni mogą być skazani na owadzią formę, kaci wydają własne wyroki, a Urząd Bezpieczeństwa produkuje żywe, śmiercionośne maszyny. Nad wszystkim, niczym czarna zorza, rozpościerają się mroczne skrzydła tajemniczego Cara…
Los tzw. trzecich części zwykł być raczej bardziej jednoznaczny, niźli ma to miejsce w przypadku sequeli. Zazwyczaj bowiem albo okazują się one już kompletnym nieporozumieniem, aktem czystej monetyzacji początkowego sukcesu, wolnym od prawdziwie artystycznych pretensji, albo też swoistym remedium na uśmierzenie bólu wywołanego rozczarowującą kontynuacją początkowego konceptu. Do której kategorii bliżej trzeciemu tomowi cyklu
Radka Raka?
Powyższy akapit można odczytać jako krytykę
„Aurory”, lecz nie takie było moje zamierzenie. Autor zresztą całkiem inteligentnie przy okazji wspomnianej pozycji postanowił przenieść losy Sofji Kluk w zupełnie nowe otoczenie, zaś w Krak… tzn. Tybil wysunął na pierwszy plan postaci bądź zupełnie nowe, bądź też dotychczas trzeciorzędne. Ale owo namnożenie wątków i bohaterów to oczywiste wyzwanie dla zakończenia (od razu na myśl nasuwa się tu zresztą pewien znany amerykański pisarz).
Niewątpliwie lektura „Abraxasa” jest dość trudna w sytuacji, gdy nie następuje bezpośrednio po zakończeniu procesu czytania wcześniejszych odsłon serii. Czytelnik bez jakiegokolwiek wprowadzenia czy „znieczulenia” jest wrzucany w swoisty wir nazw osobowych, cechujący się również nagromadzeniem nowych wydarzeń.
O dziwo jednak krakowskiemu autorowi udało się zachować pewną spójność, zdolność przekonania czytelnika, że ma do czynienia z sensownym rozwojem fabuły, stanowiącym efekt głębszego namysłu, i to właściwie od samego początku. To już niemała sztuka, tymczasem o klasie pióra
Raka świadczy fakt, że dodatkowo wciąż potrafi on wywołać u czytelnika emocje.
Niestety muszę przyznać, że z ulgą przyjąłem dotarcie do ostatniej strony trzeciego tomu cyklu
„Agla”, jakkolwiek nastąpiło to dość szybko i bez ciężaru konieczności zachowania koncentracji na każdym wyrazie i zdaniu. Mnogość nawiązań i wzajemnych związków mimo wszystko potrafi bowiem przytłoczyć.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|