Jest rok 1842. Gus i Call – młodzi, niedoświadczeni, ale pełni entuzjazmu poszukiwacze przygód – wstępują w szeregi słynnych strażników Teksasu, gdzie czeka ich brutalna konfrontacja z rzeczywistością. Ich dowódca okazuje się skrajnie nieodpowiedzialny, towarzysze broni to w większości zgraja nieudaczników, a Indianie z plemienia Komanczów pod wodzą budzącego trwogę Garbu Bizona nie pozostawiają wątpliwości, kto rządzi na pograniczu. Jeśli dodamy do tego koszmarne warunki życia w dziczy, raz upał, raz przenikliwy ziąb, szalejące tornada, wezbrane rwące rzeki, krwiożercze pumy, niedźwiedzie i jadowite węże… mamy prosty przepis na katastrofę. Gus i Call nie poddają się jednak i raz za razem dają się porwać niebezpieczeństwu, którego kres znajdą dopiero po przejściu Szlaku Umrzyka, zbierającej krwawe żniwo trasie do El Paso.
Każdy weteran był kiedyś żółtodziobem, lecz nie każdy nowicjusz miał okazję przeobrazić się w rutyniarza. Co decyduje o uzyskaniu statusu wyjadacza – predyspozycje, otoczenie, zwykłe szczęście?
Larry McMurtro nie udziela jednoznacznej odpowiedzi na rzeczone pytanie, lecz jego opowieść o pierwszych krokach Woodrowa Calla i Augustusa McCrae i tak musiała się jawić jako interesująca z uwagi na odejście od pomnikowego ujęcia dwóch późniejszych westmanów.
Książka momentami przyjmuje formę jeśli nie pastiszu, to jednak pewnej komedii. Call i Gus, podobnie zresztą jak większość ich towarzyszy, to postaci dalece niepoważne, wręcz infantylne w swojej nieporadności, niedokształceniu i naiwności. Czasami czytelnik jest aż unieść brwi w niedowierzaniu.
W
„Szlaku Umrzyka” odbiorca uświadczy jednak wątków znacznie poważniejszych, jak i natknie się na postaci dużo bardziej złożone i interesujące. Z pewnością marsz tytułowym szlakiem okaże się doświadczeniem bardzo odległym wobec obrazów utrwalonych w „heroicznych” westernach epoki klasycznej tego gatunku. Szczególnie z uwagi na fakt, że nie stanowi on wymysłu samego autora, a jedynie adaptację wydarzeń historycznych.
Najpoważniejszymi postaciami w omawianej powieści są kobiety, miejscami sprawiające wrażenie jedynych „dorosłych” w świecie rozbrykanych chłopców. Koncept ten można było dostrzec już w
„Ulicach Laredo” i amerykański pisarz zdaje się go kontynuować, choć może niekoniecznie rozwijać. Wrażenie to nieco burzy końcowa scena, nawet nie surrealistyczna, co cechująca się pewną magicznością, która niekoniecznie przemówi do każdego czytelnika.
„Szlak Umrzyka” to powieść bardziej samoświadoma ze strony autora, choć zarazem nieco lżejsza.
McMurtry zachowuje pewien balans, choć co najmniej kilkukrotnie operuje na jego granicach.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|