Ludzkość odkryła dziedzictwo tajemniczej rasy Heechee. Teraz nadszedł czas ostatecznego starcia. Robinette Broadhead będzie musiał stanąć do walki jako zapisana maszynowo świadomość. Gdy w kosmosie pojawia się zło gotowe zgładzić każde życie, o przyszłości całego wszechświata przesądzi spotkanie, którego nikt się nie spodziewał…
Arthur C. Clarke zasłynął kiedyś maksymą, że dwóch rzeczy bardzo się obawia w kontekście kontaktu z cywilizacją pozaziemskiej proweniencji (a właściwie samym życiem w kosmosie) – tego, że takowych nie ma i tego, że jednak takowa jest… Bohaterowie
pierwszych dwóch tomów cyklu „Gateway” mieli do czynienia z kosmosem nie do końca może pustym, lecz wciąż tajemniczym. Tymczasem koncept dwóch kolejnych jest już dość diametralnie odmienny – Heechee w końcu wkraczają na scenę.
Autorowi trudno odmówić kreatywności, albowiem potrafi utrzymać zainteresowanie czytelnika, pomimo faktu, że pozbawił się jednego z głównych elementów suspensu. Co więcej, nie obraża on inteligencji czytelnika w zakresie szeregu wcześniejszych szczegółów – właściwie trudno wskazać na taki element jego kolejnych powieści, które by pozostawały niespójne z wcześniejszymi pomysłami.
No, może „niemal”. Nietrudno bowiem o wrażenie, że wspomniani Heechee okazują się ostatecznie nieco rozczarowujący, po trosze zaś jest to chyba efekt ich zanadto antropomorficznego ujęcia. Nie ukrywam, że w mej ocenie autor „mógł sobie darować” postać dziecka Heechee, jako żywo przywodzącego na myśl dawne wizje „typowej amerykańskiej rodziny z przedmieść” właściwej dla różnorakich folderów reklamowych.
Nie ukrywam również, iż chyba nie do końca przypadło mi do gustu „wkroczenie z buciorami” twórcy w prawa fizyki, konceptu „przełamania” bariery horyzontu zdarzeń. Nie chcąc zbyt wiele zdradzać o fabule tu się zatrzymam, lecz zasygnalizuję jedynie, że autor nieco wywrócił na nice motyw dostarczający głównego wątku emocjonalnego pierwszej powieści.
Frederik Pohl mimo powyższych utyskiwań całkiem umiejętnie zmierzył się z wyzwaniem „kolejnych i kolejnych” części. Nie ukrywam, że w mej ocenie dalsze odsłony cyklu są słabszymi powieściami o pierwowzoru, jednakże nie sposób tu mówić o jakiejś przepaści, zaś czytelnik wciąż jest skłonny poświęcić uwagę lekturze i nawet nie dostrzega, jak wartko ona postępuje.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|