Nils Hellstrom to znany ekolog, entomolog, autor filmów dokumentalnych i wykładowca, a przy tym człowiek o sporych koneksjach politycznych. Uwagę władz przyciąga, gdy podczas obserwacji jego siedziby w Oregonie ginie bez śladu jeden z agentów rządowych. Tajna Agencja - zaniepokojona przechwyconymi dokumentami Hellstroma, które wskazują na budowę tajnej broni - wysyła w teren kolejny zespół. Jego odkrycia są wysoce niepokojące i groźne nawet dla policyjnego państwa, jakim stały się Stany Zjednoczone.
Frank Herbert już zawsze będzie kojarzony z
„Diuną” i bynajmniej nie zamierzam ani deprecjonować tej tezy, ani kwestionować jakości tej książki. Jego
opus magnum niewątpliwie przyćmiewa pozostałą twórczość Amerykanina, nie oznacza to jednak, że takowa ani nie zaistniała, ani że nie jest warta uwagi. Tej ostatniej sugestii dowodzi chociażby sięgnięcie po
„Rój Hellstroma”.
Amerykański pisarz zasłynął jako pisarz specjalizujący się w tzw. socjologiczny sci-fi, czyli nurcie fantastyki kiedyś również aktywnie zgłębianym przez polskich literatów, a który współcześnie jeśli nie wygasł, to z pewnością zasługuje na miano przycupniętego w niszy. Jest to opowieść nade wszystko o społeczeństwach jako takich, prawach, którymi te się rządzą, jak też obecne są w niej rozważania nad zmiennością (bądź nie) tychże reguł.
Opowieść
Herberta to jednak również sci-fi „pełną gębą” (no, niemal) – czytelnik podczas lektury uświadczy i chemicznych stymulatorów, i bajeranckich gadżetów, wszystko to zaś zostaje podlane teorią spiskową, akuratnie zasugerowaną, lecz ani przez moment nie zdekonstruowaną trywialnym wyjaśnieniem czy choćby przyznaniem. Nie zabraknie również emocji i tego, co zwykło się określać mianem akcji.
Jest to również dzieł(k)o nie aż tak banalne pod względem warsztatowym. Autor snuje opowieść co i rusz przedstawiając ją ze strony raz to jednej, raz to drugiej. Co więcej, perspektywa jednej z nich cechują się trwałą niezmiennością narratora, podczas gdy druga aż lekko stanowi zapowiedź późniejszego pióra niejakiego
George’a R.R. Martina. A że czytelnik ani przez moment nie traci orientacji, w pewnym momencie zaś zaczyna się zastanawiać, komu tak naprawdę kibicuje? Nic tylko przyklasnąć!
„Rój Hellstroma” to książka niezasłużenie wręcz nieznana. I choć sam jestem bardzo wdzięczny prozaikowi z Nowego Świata, że gros swego wysiłku włożył w opowieść o Arrakis, tym niemniej na uznanie zasługuje fakt, iż czas „odskoczni” autor poświęcił stworzeniu tego rodzaju historii.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|