W wiktoriańskim Londynie obok pełnej ścieków rzeki Tamizy przychodzi na świat Arthur – chłopiec o genialnej pamięci. Ten wyjątkowy dar otwiera mu drzwi do pracy u słynnego brytyjskiego wydawcy, gdzie trafia na książkę, od której nie może się uwolnić.
We współczesnej Turcji mieszka Narin – jazydka cierpiąca na rzadką chorobę słuchu. Jej babcia ma jedno marzenie: ochrzcić wnuczkę w świątyni u wybrzeża rzeki Tygrys.
Kilka lat później, w Londynie Zaleekah właśnie się rozwiodła i przeprowadziła na łódź na Tamizie. Kobieta daje sobie tylko miesiąc życia. Aż do chwili, kiedy w jej ręce wpada książka, która wszystko zmienia.
Jakie tajemnicze więzi łączą Arthura, Narin i Zaleekah? I dlaczego ich historia zaczęła się o wiele wcześniej – w starożytnej Niniwie nad brzegiem rzeki Tygrys?
Niby świat jest globalną wioską, niby stanowimy tygiel doświadczeń ze wszystkich zakątków kuli ziemskiej – a tak naprawdę wiodący wpływ na nasz sposób myślenia mają wydarzenia i idee, które zaistniały przed tysiącleciami na obszarze Żyznego Półksiężyca, jak też w ciągu dwóch, trzech ostatnich stuleci nad Tamizą (i jej przyległościami). Dowodzi tego między innymi lektura książki
Elif Shafak (czy też
Elif Şafak).
Akcja książki rozgrywa się – to modny ostatnimi czasy zabieg – na kilku planach czasowych. Nie ma jednak między nimi równowagi, początek książki wręcz tu nieco wprowadza w błąd, albowiem Asurbanipal pojawia się na jej kartach właściwie tylko raz (a chyba jednak szkoda).
Autorka trzymając się głównych wątków pozwala sobie na dygresje z wodą – a właściwie rzeką – w tle. Niewątpliwie towarzyszy temu głęboki namysł i nie ma tu cienia przypadku, choć czasami można się zastanawiać, czy niektóre z tych motywów nie osłabiają wymowy całości (by wskazać choćby na przykład motywu tzw. pamięci wody).
W omawianej pozycji poruszane są tematy ekologii, lecz również wątki dotyczące aktualnej sytuacji politycznej Bliskiego Wschodu (jak to łagodnie brzmi, gdy w mediach usłyszymy o „jakimśtam” Kalifacie Islamskim…), lecz również i sposobie myślenia zachodnich społeczeństw. Pisarka powstrzymuje się jednak przed banalnym moralizatorstwem.
„Tam na niebie są rzeki” to książka twardo osadzona w rzeczywistości, zawierająca może ziarenka realizmu magicznego, lecz w natężeniu nieporównywalnym z prozą innych „zwesternizowanych” literatów, by przywołać tu przykład
Salmana Rushdiego. Można jednak odnieść wrażenie, że autorka „nie dociągnęła” niektórych wątków do końca.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|