Historia Rosji praktycznie dobiegła kresu. Wyniszczony wojną domową kraj przestał istnieć. Jego układ nerwowy – sieć połączeń transportowych i telekomunikacyjnych – został bezpowrotnie zniszczony. Upadające mocarstwo skolapsowało do Moskwy i pierścienia otaczających ją miast. Tak, Rosji w zasadzie już nie ma. Mimo że wciąż rodzą się dzieci, mimo że marzący o karierze rockmana Jegor beznadziejnie zakochuje się w Michelle, mimo że Pałkan, dowódca jarosławskiej placówki, nieustannie błaga stolicę o żywność, mimo że Sasza Krigow wyrusza wraz z oddziałem kozaków na straceńczą misję za mętną Wołgę, mimo że Jura Lisicyn, zanim podąży śladem Krigowa, zdąży wręczyć ukochanej baletnicy Katii ogromny bukiet kwiatów – to już koniec. Ale są tacy, którzy za wszelką cenę usiłują pisać kolejne rozdziały historii, powołując do życia zalążek nowego imperium: Rosję-Moskowię…
Ostatnio chyba trochę przestaliśmy się lękać wojny atomowej, perspektywy nuklearnej zagłady nie traktujemy już jako realnego zagrożenia. Arsenały jądrowe jednak wciąż pozostają w gotowości. Koniec świata nie musi jednak mieć związku z rozszczepianiem atomu, o czym przypomniała – przynajmniej niektórym – niedawna pandemia koronawirusa.
Dmitrij Głuchowski już nieraz rozważał taki dystopijny scenariusz, a w przypadku minicyklu
„(Out)Post” ponownie ku temu powraca.
Podobnie jak to miało miejsce w przypadku serii
Metro autora niespecjalnie zajmuje sam apokaliptyczny scenariusz, lecz losy jego bohaterów w świecie, dla którego nasza współczesność tu iście starożytne ruiny. Owszem, pojawia się u niego szersza perspektywa, którą moglibyśmy określić mianem „geopolitycznej”, lecz tak naprawdę rosyjski pisarz skupia się na losach kilku konkretnych jednostek.
Przedmiotowy cykl jest jednak „rosyjski” do szpiku kości, traktuje o rosyjskiej współczesności, przenikniętej na nowo duchem sojuszu tronu i ołtarza, motywem „zbierania ziem ruskich” i atmosferą neoimperialistycznego poszerzania granic, a wszystko to w imię tzw. rosyjskiego miru. Brak wyczulenia na owe „anse” bardzo spłyca odbiór, choć też i stwarza zagrożenie dla brzydkiego zestarzenia się tych powieści.
„Post 1” i
„Post 2” różnią się między sobą duchem w stopniu porównywalnym dla różnic między
„Metrem 2033” a
„Metrem 2035”,
Głuchowski potrafi jednak zatrzymać przy sobie czytelnika, a także na nowo go zainteresować. Wystarczy nie przywiązywać się za mocno do poszczególnych postaci.
Dmitrij Głuchowski znajduje się obecnie na indeksie władz swego ojczystego kraju, ba, zagrożenia dlań cechują się nawet bardziej namacalnym charakterem. Jeśli dodać do tego lekkość jego pióra, czyni to zeń udanego kontynuatora najlepszych piśmienniczych tradycji jego narodu.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|