Wczoraj w celi haskiego więzienia zmarł Ratko Mladić odbywający karę dożywocia. Wiadomość ta może wywołała po stronie części mieszkańców Bośni i Hercegowiny może nie radość, lecz jakąś namiastkę ulgi, lecz pamiętać należy o tym, iż wielu innych przyjęło tę informację ze smutkiem. Ów zbrodniarz dla jednych był jednak bohaterem innych. Podobnie jak główny bohater „To za dużo dla mnie”.
U „Kata Srebrenicy” zawsze najbardziej intrygował mnie jego konsekwentny brak skruchy. Może to właśnie on czynił go bardziej heroicznym wśród osób, których sumienia również nie do końca były czyste. Główny bohater nie cierpi jednak na ową przypadłość, przeciwnie, sprawia wrażenie jednej z nielicznych osób, która wręcz na przekór otoczenia jak najbardziej dostrzega swoją winę. I może to właśnie owo osamotnienie stanowi element jego pokuty.
Autor często odwołuje się do swoich poprzednich powieści (głównie
„Czemu na podłodze śpisz”, a w mniejszym stopniu do
„Windy Schindlera”), i to nie w drodze mniej czy bardziej subtelnych aluzji, lecz bezpośrednio, operując ich tytułami, a w niewielkim stopniu również fabułami. Ich znajomość nie jest konieczna dla czerpania satysfakcji z lektury, a raczej wskazuje na żywotność traumy.
Miłośnicy (jakkolwiek to stosownie brzmi) literatury lagrowej i traktujących o różnorakich apokalipsach winni jednak mieć na względzie, że przedmiotowa powieść cechuje się bardzo niekonwencjonalną formą. Jest ona przepełniona poetyką (choć nie poezją), nie jest konwencji właściwych dla dramatu i z pewnością pomimo skromnej objętości wymaga koncentracji ze strony czytelnika.
„To za dużo dla mnie” to jednak powieść uniwersalna, przekraczająca granice swego czasu i terytorium, bo i traktująca o człowieku jako takim. Jest to opowieść tragiczna, ze wszech miar skoncentrowana na człowieku i człowieczeństwie.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|