Rok 1789. W zamarzniętej rzece Kennebec znaleziono zwłoki mężczyzny. Na miejsce zbrodni zostaje wezwana miejscowa akuszerka i uzdrowicielka Martha Ballard, aby zbadać ciało i ustalić przyczynę śmierci.
Jej pamiętnik to zapis wszystkich narodzin i śmierci, przestępstw i katastrof rozgrywających się w hermetycznej społeczności Hallowell. Kilka miesięcy wcześniej Martha badała sprawę domniemanego przestępstwa popełnionego przez dwóch małomiasteczkowych notabli –martwy mężczyzna był jednym z nich. Jednak gdy miejscowy lekarz podważa wyniki śledztwa Marthy, kobieta zmuszona jest samodzielnie dociekać prawdy o wstrząsającym morderstwie. I musi do niej dotrzeć, nim skończy się zima.
Czasami mamy skłonność do upraszczającego myślenia o naszych przodkach, że żyjąc w epokach znacznie mniej technologicznie zaawansowanych byli jednocześnie od nas znacząco mniej inteligentni. Pogląd ten często jest rozszerzany na inne sfery, np. kwestie tolerancji czy organizacji życia społecznego. Niejednokrotnie formą panaceum na owo lekceważenie może być lektura dawnych kronik, czy to prywatnych, czy to o bardziej urzędowym charakterze.
„Rzeka lodu” to przykład nie-do-końca-fikcji literackiej, czyli książki mocno inspirowanej rzeczywistością dawno minioną. Nie chodzi bynajmniej o tzw. ogólne inspiracje, lecz nawiązania do konkretnych osób i konkretnych wydarzeń. Owszem, autorka w posłowiu przyznaje się do pewnych modyfikacji – i to z konkretnym ich wskazaniem – lecz całość można rozpatrywać po trosze w kategoriach zbeletryzowanego reportażu.
Sęk w tym, że wersja tzw. prawdziwa niekoniecznie byłaby dla większości czytelników interesująca, tymczasem jej „adaptacja” trochę razi sztucznością, zbytnim „steatralizowaniem”. Czytelnik potrafi się zirytować nad niedomyślnością postaci, ślepotą nad wiszącym nad nim fatum, nawet jeśli po głębszym namyśle konkluzja taka okazałaby się krzywdząca.
Można się również zastanawiać, czy tematy interesująca dla autorki okażą się równie frapujące dla czytelnika. Z pewnością można wskazać wątki, którym zarzucić by można niewykorzystanie ich potencjału. Być może autorka nie chciała jednak za bardzo popuszczać cugli swej licencji twórczej.
„Rzeka lodu” to dość przewidywalny kryminał, albowiem napisany życiem. Pozostawia on czytelnika z pewnym niedosytem, a zarazem przesytem na innym tle. Nie trzeba być zarazem miłośnikiem historii, by docenić scenerię danej książki.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|