Gdy zaczęły powstawać epizodyczne przygodówki Telltale osadzone w uniwersach osadzonych w cudzych franczyzach, uważałem, iż jest tylko kwestią czasu – niedługiego – premiera pozycji, których akcja będzie rozgrywała się „dawno, dawno temu w odległej galaktyce” czy „kosmosie, ostatniej granicy”. Stało się inaczej, mijały kolejne i kolejne lata, a najbardziej znane space opery okazywały się zupełnie odporne na urok nowego podgatunku. Aż zadebiutowało Resurgence.
Autorzy zdecydowali się na najbardziej właściwe w mej ocenie posunięcie, jakim było pominięcie popularnych podcykli i wykreowanie zupełnie nowej historii z absolutnie nowymi postaciami. Owszem, gdzieś w tle pojawi się leciwy Spock, owszem, wymienimy kilka zdań z Rikerem, lecz rola tych postaci jest tyleż epizodyczna, co i promocyjna, ma niejako legitymizować nowych bohaterów.
|
|
|
Prawie jak Kathryn Janeway
|
Jeśli zaś idzie o nową „obsadę”, to trudno mówić o jakiejś rewolucji. Owszem, jedna z postaci będzie niebieskoskóra, natkniemy się również na przedstawicieli ras znanych z kanonicznych cykli, jak choćby trillów, w końcu jedną z głównych bohaterek będzie kobieta, żadna z owych „nowalijek” nie będzie rewolucyjna w jakimkolwiek zakresie, przeciwnie, stanowią one kontynuację wcześniejszych pomysłów.
Niczym niezwykłym jest również fakt, że akcję gry obserwujemy z perspektywy dwóch osób, a mianowicie członków Gwiezdnej Floty, tak naprawdę dążących ku temu samemu celowi, choć pełniących różne funkcje. Przydałoby się nieco „pieprzyku” opowieści, czy konstrukcji postaci, a tejże brak.
|
|
|
Nie zabraknie nietypowych antropoidów
|
Nieco rozczarowuje sama fabuła. Początkowo wydawać by się mogło, że będziemy mieli do czynienia z historią „młota i kowadła”, z zagadką o charakterze kryminalnym w tle, szybko jednak stosowny suspens ustaje i dochodzi do odsłonięcia wszystkich „mroków”, co odbiera związaną z tym frajdę. Przewidywalność opowieści, zwłaszcza dla zdeklarowanych trekkies, sprawia, iż gra zawodzi najbardziej tam, gdzie najwięcej oczekiwano.
Może nie gatunkową rewolucją, lecz wciąż gatunkową nowością jest dość znaczne zaimplementowanie zręcznościowych minigier. Nie mam na myśli „tylko” QTE, lecz również moduły bardziej absorbujące, takie jak ministrzelanki czy symulator lotu. Chęci niewątpliwie należy docenić, lecz wykonanie – cóż, wątpię by ktokolwiek uznał je za mocną stronę gry, a z pewnością u wielu graczy wywołały one jedynie irytację. Dobrze jednak, że w przypadku już jednorazowego fiaska można zdecydować się na opcję „relaksacyjną”.
Star Trek: Resurgence nie jest tandetnym odcinaniem od kuponów ani pójściem na łatwiznę. Przeciwnie, czasami można się nawet zastanowić, czy produkcja ta nie była tworzona z pewną dozą miłości – bo niewątpliwie co najmniej z szacunkiem. Nie jest to jednak pozycja wyśmienita pod jakimkolwiek względem, wątpliwie jest również, by zapadła na dłużej w pamięć kogokolwiek, kto nie uważa siebie za trekkie.
Metryczka
| Grafika |
70% |
| Muzyka |
65% |
| Grywalność |
75% |
|
|
Ocena końcowa |
70% |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
+ / -
Wymagania systemowe
|
Procesor Intel Core i7 3.0 GHz / AMD Ryzen 5 3600XT 3.8 GHz, 16 GB RAM, karta grafiki 8 GB GeForce RTX 2080 / Radeon RX 6700 lub lepsza, 16 GB HDD, Windows 10 64-bit
|
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|