Of Ash and Steel to klasyczne RPG akcji: ciężki klimat tajemniczo upadającego świata i opowieść prowadzona w niepowtarzalnej atmosferze. Fabuła gry osadzona jest w wyspiarskiej krainie targanej konfliktami, gdzie dawne porządki stopniały i pojawiły się nowe nieznane zagrożenia. Gracz musi sam składać sens wydarzeń z rozsianych po świecie informacji. Zastosowano klasyczne podejście do eksploracji: w początkowej części przygody nie ma dostępu do mapy i poruszamy się po omacku starając się zapamiętać drogę, często w pośpiechu, uciekając przed każdą napotkaną bestią. Rozumiem brak znaczników, ale kompletny brak mapy przez sporą część rozgrywki czyni przygodę z tak ogromnym światem niezwykle trudną i długą. Pierwsze napotkane i zarazem największe miasto Greyshaft jest ogromne i łatwo zabłądzić, poznawanie go to solidne kilka godzin zwiedzania, na szczęście są tu w wielu lokalizacjach tablice z jego mapą.
Oj, „drewno” jest konkretne i dlatego w to gra się inaczej, na każdym kroku czuć
Gothicowy klimat. Twórcy bardzo się inspirowali tamtym klasycznym tytułem i to wszędzie widać w
Of Ash and Steel. To wspaniałe podążanie za innym NPC , brzdęknięcie wyciąganego miecza przed walką, brak mapy i znaczników wymuszający błądzenie oraz poruszanie się po omacku z pomocą drogowskazów. Nie ma limitu udźwigu, łykamy co się da, na każdym kroku „chomik” i nie trzeba się przejmować zbędnie, lubię to podejście nierealistyczne za to, że wszystko jest pod ręką gdy się tego potrzebuje, bez konieczności grzebania po skrzyni jak to jest w innych produkcjach. Życie mamy tylko jedno, to po śmierci nie ma problemu by wracać szukać itemów, bo jest koniec gry i wczytanie zapisu. Wrogowie są twardzi i silni, choć szybko odpuszczają pościg i nie są zbyt mądrzy, przemieszczanie się wśród nich znacznie przekraczających możliwości dla naszego bohatera nie stanowi problemu. Tarapaty się pojawią: będąc niezadbanym można się na drodze potykać o gałęzie czy kałuże i upaść na uciechę goniącej nas bestii. Rozszerzono elementy survivalowe o pragnienie, głód i zmęczenie: bohater musi to regularnie zaspokajać, inaczej opadnie z sił bardzo poważnie, a każde starcie stanie się znacznie trudniejsze. Rozwój postaci poza tradycyjnymi statystykami i naukami u nauczycieli rozwinięto o trwałe bonusy: „korzyści” wynikające z czynności, które wykonujemy, np. za wiele walk otrzymamy wzmocnienia wytrzymałości czy atrybuty na stałe. Podczas zadań napotkamy też okazje trwałego podniesienia statystyk i np. za pomocą okazjonalnie trafiających się mikstur (tego jest całkiem sporo).
Wzorem klasyka nie zabrakło dołączenia do frakcji i questów z tym związanych, bardzo rozległych. Dla przyzwyczajonych do podążania za znacznikami będzie to sprawdzian wytrzymałości albo konieczność poszukiwania poradników w sieci. Wiele lokalizacji jest niezbyt konkretnie opisanych, a gdy się zgubimy, czeka nas błądzenie przez długie minuty, jak nie godziny, orientację też trzeba mieć niezłą, często cel zadania jest bardzo odległy. Kampania jest podzielona na akty określające kluczowe zmiany w trakcie najważniejszych wydarzeń, czyli po staremu. Nasuwa się pytanie: czy w tych czasach taki styl to dobry pomysł? Ja uważam, że tak, ale nie w tak zaporowej formie. Bardziej jako domyślna opcja, ale zostawiająca swobodny wybór graczowi jak chce się bawić, możliwa do zmiany w dowolnej chwili, niestety tu takowej możliwości nie ma. Daje to satysfakcję z pokonywania przeciwności i jednocześnie szarpie nerwy, gdy mamy ograniczony czas na granie, a trzeba biegać w kółko i błądzić tracąc wiele godzin. Niestety po rozpoczęciu nie posiada możliwości zmiany poziomu trudności w trakcie trwającej kampanii, warto rozważnie wybierać na starcie, by się nie okazało to błędem.
Grafice wykonanej na UE 4 brakuje nowoczesnego szlifu, ale rekompensuje to płynne działanie (za wyjątkiem miasta, gdzie lubi chrupnąć ) i wygląda artystycznie całkiem zgrabnie, oczywiście przy założeniu że lubimy „drewniane” gry, co bardziej wyczuleni dostaną odruchów wymiotnych niemal jak bohater na początku podróży. W mojej opinii to, co jest, pasuje idealnie do zobrazowania surowego fantasy, z jakim mamy do czynienia bez zbędnego zaśmiecania sceny nieistotnymi detalami.
Niestety nie idąc z duchem
Gothica twórcy nie przygotowali polskiego dubbingu, dla zainteresowanych jest pośrednie rozwiązanie w postaci programu
GameReader, do którego są nagrane przez społeczność polskie dialogi w formie lektora AI. Wyszły całkiem poprawnie i soft też dobrze działa. Muzyka natomiast wręcz przeciwnie, jakby z
Gothic wyjęta i brzmi niebywale znajomo dla osoby, która z klasykiem spędziła setki godzin.
Błędy się zdarzają, a to animacji, a to model potwora jakoś się powykrzywia, czasem npc nie zbierają się do walki tylko stoją przy przeciwniku, w głównym menu przycisk „kontynuuj” niekoniecznie wczyta ostatni zapis, lepiej zrobić to ręcznie. Drażni zasięg wyświetlania potworów, trochę za mały. Kolejna wpadka: wszedłem do pomieszczenia za npc i już nie dało się z niego wyjść, drzwi były nieaktywne, jedynie wczytanie zapisu pozostało. Przedmioty i jedzenie raz można podnieść, w innym miejscu już widząc całe sterty towaru nie można, taka dziwna loteria, niezbyt przyjemna. Gdy postać śpi w łóżku obok i coś kradniemy, to instant stoi obok wyciąga miecz i nas okłada. Takich niedociągnięć jest cała masa, co wielu może określić kiepskim dopracowaniem, a jak by tego było mało, podczas dołączania do jednej z frakcji gra się zawiesza, dopiero za trzecim podejściem mi się udało rozpocząć akt 2. Występują okazjonalne ekrany ładowania, w przypadku miasta to 5 – 10s trwa, tak samo podczas zapisywania trwa to kilka sekund, to rozprasza. Dialogi do zadań bywają za mało precyzyjne by grać bez znaczników, nawet bywa, że opis nie zgadza się z dialogami lub ich czas rozpoczęcia (mimo, że jestem o właściwej porze, to nie mogę rozpocząć zadania).
Podsumowując,
Of Ash and Steel ma w sobie to coś wciągającego i fascynującego, jednocześnie jest odpychający na początku przez bardzo duży poziom trudności i mnóstwo wymaganego czasu, by się w tym świecie odnaleźć. Dochodzi jeszcze niestety sporo błędów technicznych. Balans rozgrywki w trybie klasycznym jest ekstremalny. Czasami trafiają się tytuły, na które chce się machnąć ręką i ominąć, a jednak się po nie sięga i okazuje się to trafnym strzałem w wiele radości, tak właśnie miałem z tą grą. Dla większości osób
Of Ash and Steel jest warty polecenia, jednak uważam, że dopiero po kilku kolejnych łatkach dopieszczających.
Metryczka
| Grafika |
70% |
| Muzyka |
90% |
| Grywalność |
77% |
|
|
Ocena końcowa |
77% |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| 10 |
20 |
30 |
40 |
50 |
60 |
70 |
80 |
90 |
100 |
|
+ / -
Wymagania systemowe
|
Procesor Intel Core i7-10700 2.9 GHz/AMD Ryzen 7 3700X 3.6 GHz, 16 GB RAM, karta graficzna 8 GB GeForce RTX 2080/10 GB Radeon RX 6700, 45 GB SSD, Windows 10/11 64-bit.
|
„Bu:)”
|
| Autor: Bu:)
|
|
|
|
|