Cztery kobiety – żołnierka, uczona, poetka i lwica salonowa – znalazły się po przeciwnych stronach gwałtownej rebelii. Z chwilą wybuchu wojny ich lojalność, cele i przekonania doprowadzają do konfliktu między nimi. Wszystkie obawiają się, że pamięć o nich zaginie. Posługując się piórem i mieczem, ciałem i głosem, walczą nie tylko o przetrwanie, lecz również o to, by znaleźć się wśród tych, którzy nadają kształt historii.
Sofia Samatar przy okazji swego debiutu pozostawiła mnie z wrażeniem, iż na swój sposób pozostaje wierna zamysłowi
Johna Tolkiena kreacji światów w zakresie ich kultury i historii, nawet jeśli z pewnym uszczerbkiem dla wartkości fabuły, ba, nawet jej przejrzystości. Z pewnymi obawami sięgałem więc po
„Skrzydlate opowieści”, zastanawiając się, na ile wady
„Cudzoziemca w Olondrii” stanowiły rezultat braku doświadczenia i wyrobienia debiutantki, na ile zaś stanowiły rezultat jej zamysłów. Lektura tej książki w istocie skłania mnie ku jednoznacznej odpowiedzi.
Podobnie jak miało to miejsce w przypadku poprzedniczki również teraz powieść rozpoczyna się dość obiecująco – a zarazem niestandardowo. Opowieść o kobiecie, a właściwie z arystokratycznego rodu, która na przekór tradycjom i oczekiwaniom zamierza poświęcić życie wojaczce z pewnością wymyka się standardom, zwłaszcza iż autorka bynajmniej nie uszlachetnia tego rodzaju „kariery”, dość naturalistycznie oddaje jego wady.
Niestety po kilkudziesięciu stronach autorka zaczyna wystawiać koncentrację czytelnika na coraz większe próby. Z lubością wplata ona w treść opowieści kolejne i kolejne terminy, wręcz przeistaczając prozę w poezję. Nie stanowiłoby to problemu, gdyby owa elegancja nie wpływała na wartkość – i spójność – opowieści, ale tak dobrze jednak nie jest.
W konsekwencji w pewnym momencie czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy autorka tak naprawdę jest zainteresowana wzbudzeniem u niego fascynacji opowiadaną historią, czy też wręcz „wsobnie” zaczyna się samozachwycać kadencją i rytmem słów. I raczej nietrudno mu o udzielenie odpowiedzi…
„Skrzydlate opowieści” to albo książka, której po prostu nie zrozumiałem, albo pozycja stanowiąca przejaw tezy o postmodernistycznym ukierunkowanie na przewagę formy nad treścią. Obie te odpowiedzi zresztą bynajmniej się nie wykluczają. Tylko dla koneserów.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|