Życie politycznych dysydentów i zesłańców w rozproszonych osiedlach, z których składa się księżycowa cywilizacja, nie jest łatwe. Wszystko jest precyzyjnie, optymalnie i tanio zarządzane przez centralny superkomputer, HOLMES-a IV.
Kiedy skromny technik Mannie O'Kelly-Davis odkrywa, że HOLMES IV potajemnie osiągnął świadomość (i dorobił się poczucia humoru), wybór jest jasny: albo donieść władzom, albo... się z HOLMES-em zaprzyjaźnić.
A może przy okazji jeszcze obalić rząd.
Być może jeszcze w tej dekadzie człowiek ponownie wróci na Księżyc (takie są plany, ale ich realizacja może się opóźnić z całego mnóstwa powodów), a w następnej rozpocznie się budowa obiektu, który można by nazwać bazą. Owa wiara wydaje się nie stanowić jedynie przypuszczenia właściwego dla myślenia życzeniowego miłośnika astronomii i sci-fi, albowiem na horyzoncie zaczynają się jawić potężne pieniądze do zdobycia. Warto więc już teraz zastanowić się, co może pójść nie tak.
Właściwie jednak książka
Roberta A. Heinleina bynajmniej nie ma wymowy pesymistycznej. Przeciwnie, jest ona utrzymana w dość lekkim tonie, i to pomimo faktu, że na jej kartach giną ludzie, w tle zaś śmigają pociski o mocy właściwej dla broni wodorowej. Bo jak tu się nie uśmiechnąć, gdy sztuczna inteligencja wpada na pomysł psikusa z biliardami dolarów w tle?
Podczas lektury przedmiotowej pozycji zdumiewałem się nad jej zadziwiającą aktualnością i profetyzmem - a zarazem przeoczeniem pewnych podstawowych kwestii. Jednym z niewątpliwych bohaterów powieści jest błyskotliwie autystyczny superkomputer, który z perspketywy jednych jawi się jako prawdziwy przyjaciel i wybawiciel, dla drugich zaś jest istnym jeźdźcem apokalipsy, Gogiem i Magogiem w jednym.
Pomimo dość specyficznego, właściwego Brytyjczykom humoru cechującego niemal całą opowieść jest to jednak dzieło wolne od mieczy świetlnych i teleportacji. Zarazem znajdziemy w nim równania (a właściwie ich wyniki), refleksje nad biologią przyszłych mieszkańców Luny czy ekonomią układu podwójnego Ziemia-Księżyc. Książka ta jak najbardziej zasługuje na określenie mianem naukowej fikcji.
„Luna to surowa pani” to niewątpliwe arcydzieło, dostarczające czytelnikowi mnóstwa wrażeń, a zarazem nieobrażające jego inteligencji i wiedzy po upływie półwiecza od swego powstania. Poznawszy ją nietrudno dostrzec licznych inspiracji promieniujących na całą kulturę popularną i nie tylko.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|