Robin, osierocony pół-Chińczyk, trafia do Anglii, gdzie ma tylko jedno zadanie: uczyć się. Zdobywać wiedzę, poznawać nowe języki a potem odpracować dług wobec Imperium w oksfordzkim instytucie Babel. Wszystko zmienia się w dniu, a właściwie w nocy, gdy Robin poznaje pewnego człowieka. Bliźniaczo podobnego fizycznie, ale żyjącego według całkowicie innych zasad.
Choć imperium brytyjskie przeminęło w sensie (geo)politycznym, to tak naprawdÄ™ wciąż ono trwa w niektórych sferach – a nade wszystko w kulturze. Prymat angielszczyzny – oczywiÅ›cie wzmocniony poprzez wpÅ‚ywy kuzynów z Nowego Åšwiata – nie podlega dyskusji, ale również wpÅ‚yw kultury rodem z Wysp, np. w zakresie muzyki popularnej czy kinematografii, jest wÅ‚aÅ›ciwie nieporównywalnie wysoki w niemal dowolnym zestawieniu. Na Dalekim Wschodzie jednak zdaje siÄ™ wyrastać nowa potÄ™ga, bynajmniej nie już nieco przebrzmiaÅ‚a spod znaku wschodzÄ…cego sÅ‚oÅ„ca – co siÄ™ stanie w razie ich zderzenia?
Bohaterem książki jest ChiÅ„czyk w Oksfordzie, czyli zestawienie egzotyki ze swego rodzaju jÄ…drem angielskoÅ›ci (i brytyjskoÅ›ci). Tego rodzaju „zderzenie Å›wiatów” nie stanowi rzecz jasna nowatorskiego posuniÄ™cia literackiego, widać chociażby wzorowanie siÄ™ na dorobku
Dickensa, od którego zresztą autorka w najmniejszym stopniu się nie odżegnuje.
Dużym atutem omawianej pozycji jest otwarcie przed czytelnikiem „magii” pracy filologów, kryjÄ…cym siÄ™ w sÅ‚owach bogactwie znaczeÅ„ i treÅ›ci, jakże bagatelizowanych w codziennej mowie, ale też i wspólnej historii, pewnego rodzaju uniwersalizmu ludzkoÅ›ci. Książka jest w swej wymowie caÅ‚kiem humanistyczna, tym bardziej wiÄ™c należy boleć nad faktem, iż autorka spÅ‚yca te zagadnienia, nie wydobywa rzeczywistego bogactwa, na oÅ‚tarzu strawnoÅ›ci dla typowego czytelnika poÅ›wiÄ™cajÄ…c potencjaÅ‚ na kolejne dzieÅ‚o w stylu
„Peanatemy” Stephensona.
Z pewnością ponadczasowości omawianej pozycji nie służy również przewidywalność fabuły, jak też naiwna konstrukcja bohaterów i szeregu wątków. Oczywiście studenci nie muszą się cechować wyobraźnią i dalekowzrocznością właściwą dla mężów stanu czy korporacyjnych strategów, ale sugerowanie ślepoty właściwej dla nastolatków, tyleż im, co i praktycznie wszystkim pozostałym postaciom, jest obraźliwe nade wszystko dla samego czytelnika w epoce postmartinowskiej.
„Babel, czyli o koniecznoÅ›ci przemocy” to książka mimo swych przywar zajmujÄ…ca, bez wÄ…tpienia stanowiÄ…ca efekt doÅ›wiadczeÅ„ autorki z jej życia prywatnego. Czasami jednak można odnieść wrażenie, iż jej osobista perspektywa staje siÄ™ zanadto dominujÄ…cÄ…, z uszczerbkiem dla logiki czy wiarygodnoÅ›ci.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|