W pierwszym tomie Rigg połączyÅ‚ siÅ‚y z innym równie utalentowanym nastolatkiem, by odnaleźć siostrÄ™ i zrozumieć na co naprawdÄ™ go stać. W drugim – stanÄ…Å‚ przed zadaniem odczytania Å›cieżek przeszÅ‚oÅ›ci przed przybyciem nieznanych Niszczycieli, zamierzajÄ…cych unicestwić życie na jego planecie. Trzeci, finaÅ‚owy tom to monumentalne widowisko, w którym nastÄ™puje speÅ‚nienie wszystkich dotychczasowych wÄ…tków, a Rigg musi przekroczyć granice wÅ‚asnych możliwoÅ›ci i odbyć podróż nie tylko na inne planety, ale i w inne czasy, od pradziejów ludzkoÅ›ci po koniec ziemskiej cywilizacji, by uratować dwa Å›wiaty i na zawsze zakoÅ„czyć wojnÄ™.
Jeśli czytelnik czytał poprzednią odsłonę cyklu w okresie bliskim jej premierze, przystępując do lektury
„GoÅ›ci” może mu towarzyszyć uczucie zagubienia i dezorientacji. Autor bynajmniej w żaden sposób nie odÅ›wieża jego pamiÄ™ci, caÅ‚ość stanowi ciÄ…g dalszy rejsu po głębokim morzu.
W odróżnieniu jednak od poprzedniczek akcja
„GoÅ›ci” rwie do przodu niczym nurt górskiego potoku po kilkudniowych opadach. Bohaterowie nieustannie siÄ™ przemieszczajÄ… – tak w czasie, jak i przestrzeni – w skali dotychczas niespotykanej.
Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że szereg wątków i rozdziałów ma charakter niejako wymuszony, sztuczny, nie dotykając w jakikolwiek sposób esencji, przeciwnie, stanowiąc tylko atrakcyjne poletko dla erudycji autora i jego pragnienia zaprezentowania własnych przypuszczeń, jeśli wręcz nie tez.
Całą książkę, a w niemałym stopniu i cały cykl, można bowiem uznać za przeintelektualizowany, co w ustach niżej podpisanego miłośnika lektur poświęconych astrofizyce czy wyzwaniom stojącym przed współczesną matematyką jest dość poważnym zarzutem. Śledzenie dyskusji między głównymi bohaterami wymaga bowiem daleko posuniętej koncentracji.
Co gorsza jednak, nie jest to normalna dysputa, lecz raczej słowny pojedynek pomiędzy wszystkimi zaangażowanymi weń podmiotami, skupionymi na tym, by nie przegapić choć jednej okazji do wetknięcia szpilki pozostałym interlokutorom. Jeśli więc
„Ruiny” jawiÅ‚y siÄ™ jako pewna aberracyjna wariacja na tle Endera, o tyle
„GoÅ›cie” stanowiÄ… posuniÄ™cie siÄ™ o kolejny rzÄ…d wielkoÅ›ci dalej.
Główną poszkodowaną jest zaś fabuła, a szkoda, bo
Orson Scott Card jest naprawdÄ™ zdolnym i interesujÄ…cym pisarzem, który nie potrafi jednak zapanować nad potokiem myÅ›li, nawet starajÄ…c siÄ™ ująć go w zgrabne formy. Jak siÄ™ zdaje, amerykaÅ„ski pisarz sam sobie zdaÅ‚ sprawÄ™, iż rzetelne pociÄ…gniÄ™cie wszystkich wÄ…tków wymagaÅ‚oby cyklu znacznie bardziej rozbudowanego, a z takich czy innych – nie twierdzÄ™, że niesÅ‚usznych – przyczyn, zdecydowaÅ‚ siÄ™ tego nie czynić.
„GoÅ›cie” to pozycja ze wszech miar wymagajÄ…ca, pomimo relatywnej prostoty jÄ™zyka i konstrukcji. Pomimo jej zdatnoÅ›ci do szybkiej lektury nie jest to jednak posuniÄ™cie poprawne, a widok ostatniej strony czytelnik wita z radoÅ›ciÄ… i uczuciem głębokiego przesytu. Co jest tym bardziej paradoksalne, gdyż odczuwa on także autentyczny brak.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|