Dewi Ayu wie doskonale, że uroda potrafi być źródÅ‚em nieszczęścia. UÅ›wiadomiÅ‚a jej to wojna, która wkroczyÅ‚a w życie tyleż niespodziewanie, co definitywnie. Wywózki, wiÄ™zienie, walki okupantów z partyzantami, rozdzielane rodziny i konfiskowane majÄ…tki. W burzliwym tyglu historii znalazÅ‚o siÄ™ jednak miejsce, o które dbaÅ‚a każda walczÄ…ca formacja – burdel. OdkÄ…d kobieta trafiÅ‚a tam po raz pierwszy, minęło wiele lat. Od tamtego czasu jest uwielbiana przez mężczyzn szukajÄ…cych w jej ramionach sÅ‚odkiego zapomnienia. Nie ma w mieÅ›cie czÅ‚owieka, który by jej nie znaÅ‚, nie kochaÅ‚ lub nie nienawidziÅ‚. Każda z jej trzech córek, jedna piÄ™kniejsza od drugiej, podzieliÅ‚a los matki. Jak mawia Dewi Ayu: „nie ma gorszego przekleÅ„stwa od rodzenia Å‚adnych kobiet w Å›wiecie mężczyzn zajadÅ‚ych jak goniÄ…ce siÄ™ psy”. Gdy wiÄ™c kobieta zachodzi w ciążę czwarty raz, postanawia wziąć sprawy w swoje rÄ™ce i rzuca klÄ…twÄ™. Wkrótce miasto obiega wieść o narodzinach potwora…
Realizm magiczny okazaÅ‚ siÄ™ niezwykle popularnym nurtem, po części łączÄ…c w sobie „poważnÄ…” literaturÄ™ piÄ™knÄ… z „popowÄ…” fantastykÄ…. BiorÄ…c zaÅ› pod uwagÄ™ przyprawienie caÅ‚oÅ›ci odrobinÄ… (albo nawet wiÄ™kszÄ… dawkÄ…) egzotyki, mamy do czynienia z przepisem na murowany sukces. Czy aby jednak na literackiej niwie, czy „tylko” marketingowej?
Niespecjalnie kojarzę, bym miał kiedykolwiek do czynienia z literaturą rodem z Indonezji, ba, również wiedza o tym kraju sprowadza się do podstawowych faktów geograficznych czy historycznych, ograniczając się raczej do podstawowych danych z okresu kolonializmu, jak też nazwisk w rodzaju Sukarno czy Suharto. Choćby z tego więc względu recenzowana książka jawi się atrakcyjnie.
Tak naprawdę jednak już po lekturze pierwszych stron czytelnik jest w stanie uświadomić sobie, czy całość go zajmie, czy też raczej będzie się ku niej przymuszać. Dawka nieprawdopodobieństw i obscenów może się bowiem jawić jako mur nie do przeskoczenia.
Książce raczej bliżej do
„Rzeczy o moich smutnych dziwkach” niźli
„Stu lat samotnoÅ›ci” czy
„MiÅ‚oÅ›ci w czasach zarazy”, nie budzi jednak wÄ…tpliwoÅ›ci fakt wzorowania siÄ™ na twórczoÅ›ci kolumbijskiego patrona danego nurtu literackiego. Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że autorowi umknęła zdolność wyważenia proporcji, cechujÄ…ca pióra
Marqueza, którego subtelność (jakkolwiek bezpretensjonalna) została zastąpiona nachalnością.
Nie oznacza to bynajmniej, iż snuta opowieść jest nużąca czy mało zaskakująca. Kreacja co najmniej kilku postaci jest niebanalna, podobnie jak spotykających je wypadków, właściwych dla wrażliwości zupełnie odmiennej od środkowoeuropejskiej. Całości bliżej jednak raczej bajce (a właściwie baśni) niźli klasycznej beletrystyce.
„PiÄ™kno to bolesna rana” nie jest książkÄ… zachwycajÄ…cÄ…, a Halimunda raczej nie stanie siÄ™ poÅ‚udniowoazjatyckim Macondo, choć taki byÅ‚ z wszelkim prawdopodobieÅ„stwem zamiar jej autora. Indonezyjski pisarz wykazaÅ‚ samodzielność tam, gdzie lepiej by byÅ‚o podążyć uprzednio wytyczonym szlakiem, odtwórczość rezerwujÄ…c dla tematów, których nowatorskiego potraktowania wyczekiwaÅ‚ czytelnik. Co nie zmienia faktu, że caÅ‚ość aż doprasza siÄ™ jak najszybszego spenetrowania.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|