Osoby, które miaÅ‚y wÄ…tpliwÄ… zapewne przyjemność zapoznać siÄ™ z recenzjÄ… mojego autorstwa „Brisingra” , czyli trzeciej części cyklu pióra Christophera Paoliniego, z pewnoÅ›ciÄ… nie majÄ… zÅ‚udzeÅ„, iż nie byÅ‚em niÄ… szczególnie ujÄ™ty, ba, upatrywaÅ‚em w niej raczej „produkcyjniaka” powstaÅ‚ego na fali tolkienowskiej fali zainteresowania literaturÄ… fantasy wynikÅ‚ej z oszaÅ‚amiajÄ…cego sukcesu caÅ‚kiem udanych filmów Petera Jacksona. TrochÄ™ czasu jednak upÅ‚ynęło nim przyszÅ‚o do powstania czwartej części trylogii (he, he) jÄ… wieÅ„czÄ…cej, w skrytoÅ›ci serca liczyÅ‚em wiÄ™c na to, że amerykaÅ„ski pisarz jeÅ›li nie bardziej dojrzeje, to chociaż oczyta siÄ™ w kolejnych klasycznych pozycjach gatunku podpatrujÄ…c co ciekawsze motywy, które mógÅ‚by nastÄ™pnie skop… tzn. siÄ™ nimi zainspirować, urozmaicajÄ…c nieco swój Å›wiat Alagaësii.
Osoby, które w odróżnieniu od niżej podpisanego były oczarowane twórczością pisarza rodem z Montany, nie powinny się rozczarować sięgając po pierwszą część (tak, tak) zwieńczenia serii, odnajdą w niej bowiem przewidywalność wydarzeń, rozgrywających się na dwóch personalnych płaszczyznach, mianowicie skoncentrowanych wokół Eragona oraz jego kuzyna Rorana. Już klasycznie ten pierwszy cudotwórcą nie jest, w odróżnieniu od ostatniego, który wszakże wypowiada wręcz zaskakująco głęboką myśl na tle całej literatury heroic fantasy (i tu bynajmniej nie ironizuję pod kątem twórczości
Paoliniego, tzn. owszem, pokpiwam, ale i takiego
Tolkiena czy
Jordana nie wyłączajÄ…c), że zwykli ludzie sÄ… mrówkami pod stopami bohaterów-bogów. Choć to dość zaskakujÄ…ce sÅ‚owa w ustach czÅ‚owieka, który prostujÄ…c plotkÄ™ o tym, jakoby w jednej bitwie zabiÅ‚ trzystu przeciwników wskazuje, że byÅ‚o ich tylko stu dziewięćdziesiÄ™ciu trzech…
Najbardziej irytuje mnie infantylizm nawet nie samej fabuÅ‚y, stereotypowość – bÄ™dÄ…ca wynikiem bezkrytycznego i pozbawionego oryginalnych cech kopiowania Tolkiena – wyobrażeÅ„ na temat poszczególnych ras czy smoków, ale sposób postrzegania przez twórcÄ™ – oczyma jego głównych bohaterów – wojny i Å›mierci. Naturalnie fantastyka to nie rapsod żaÅ‚obny i nie każdy twórca wzorem
Brandona Sandersona w ramach happy-endu ze wdziÄ™kiem i swadÄ… musi uÅ›miercać prawie wszystkie swoje postacie, ale byÅ‚oby miÅ‚e – choćby z pedagogicznego punktu widzenia – dostrzec, że zwykÅ‚y szeregowiec we wrażej armii, ginÄ…cy pod mieczem Eragona/Rorana/Aryi/Aragorna/Gandalfa/Randa al’Thora również prawdopodobnie miaÅ‚ rodzinÄ™, bynajmniej nie z wiedźmÄ…, z którego to zwiÄ…zku mogÅ‚y siÄ™ narodzić jedynie półogrzÄ…tka ze skrofuÅ‚ami. JeÅ›li
Paolini miał za słabe nerwy, by udać się do hospicjum czy na amerykański oiom, to mógłby chociaż sięgnąć po prozę
George’a R.R. Martina (a nazwanie jednej z postaci AryÄ… wskazuje na to, że przed zabraniem siÄ™ za pióro tego nie uczyniÅ‚ - no chyba że aż tak bezczelnie je skopiowaÅ‚).
StopieÅ„ zÅ‚oÅ›liwoÅ›ci niżej podpisanego osiÄ…gnÄ…Å‚ już chyba poziom zagrażajÄ…cy jego psychicznej stabilnoÅ›ci – z pewnoÅ›ciÄ… bowiem nie zniechÄ™ciÅ‚ osób, które z wypiekami na twarzy „poÅ‚knęły” dotychczasowe trzy tomy trylogii (he, he) – pozostaje mi wiÄ™c życzyć, byÅ›my w zaczÄ™tym wÅ‚aÅ›nie roku 2012 z uznaniem mogli siÄ™ odnieść do szykowanej w zwieÅ„czeniu deus ex machiny. OczywiÅ›cie razem.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|