Stephen Leeds jest całkowicie zdrowy na umyśle. To jego halucynacje są szalone.
Stephen jest geniuszem o niezrównanych zdolnoÅ›ciach, który w ciÄ…gu zaledwie kilku godzin może opanować dowolnÄ… umiejÄ™tność, zawód lub dziedzinÄ™ sztuki. Niestety, by pomieÅ›cić całą tÄ™ wiedzÄ™, jego umysÅ‚ tworzy wyobrażonych ludzi – Stephen nazywa ich aspektami – by zachować i uzewnÄ™trzniać wszystkie informacje. DokÄ…dkolwiek Stephen siÄ™ udaje, towarzyszy mu drużyna wyobrażonych ekspertów, która udziela rad, interpretuje i objaÅ›nia. Wykorzystuje ich do rozwiÄ…zywania problemów... nie za darmo.
Ale jego umysÅ‚ robi siÄ™ nieco zatÅ‚oczony, a aspekty majÄ… tendencjÄ™ do życia wÅ‚asnym życiem. Kiedy pewna firma wynajmuje go do odzyskania skradzionego sprzÄ™tu – aparatu, który może rzekomo robić zdjÄ™cia przeszÅ‚oÅ›ci – Stephen pakuje siÄ™ w przygodÄ™, która zmusi go do udania siÄ™ na drugi koniec Å›wiata i walki z terrorystami. To, co odkryje, może podważyć fundamenty trzech najważniejszych Å›wiatowych religii – i, być może, dać mu niezwykle ważnÄ… wskazówkÄ™ co do prawdziwej natury jego aspektów.
Brandon Sanderson jest niezwykle płodnym pisarzem, tak pod względem liczby publikowanych książek, jak też ogólnej objętości stron wychodzących spod jego pióra. Można jednak odnieść wrażenie, że w ostatnim okresie podliczył on sobie, że bardziej opłacalne jest wydawanie pozycji niewielkich, przy tym samym nakładzie sił pozwalających w sumie zwiększyć oczekiwania finansowe. Kolejnym przejawem tego modus operandi jest
„Legion”.
Od samego poczÄ…tku podziwiaÅ‚em u amerykaÅ„skiego pisarza Å‚atwość, z jakÄ… kreuje on katalog praw, którymi rzÄ…dzÄ… siÄ™ kolejne przedstawiane przez niego Å›wiaty – sandersonowska magia nie jest tym samym, co u Tolkiena czy innych twórców heroic fantasy, posiada ona swe wÅ‚asne (czÄ™sto logiczniejsze niż w kanonie) ograniczenia. Podobnie przedstawia siÄ™ konstrukcja głównych bohaterów, czÄ™sto niezmiernie dalekich od bohaterskoÅ›ci. I tak główny bohater
„Legionu” jest… schizofrenikiem.
No, może nie tak do koÅ„ca, a już z pewnoÅ›ciÄ… nie jest on typowym schizofrenikiem, raczej geniuszem, którego rozliczne talenty przyjmujÄ… Å›wiadomie jak najbardziej spersonalizowanÄ… formÄ™. Gdy chce wiÄ™c zdać siÄ™ na analityczne myÅ›lenie, polega na „podrÄ™cznym” filozofie, gdy potrzebna jest mu znajomość jÄ™zyków obcych, towarzyszy mu przywoÅ‚ana filolożka, podobnie jak ekspert w zakresie bezpieczeÅ„stwa (tzw. „miÄ™sieÅ„”) i tym podobne.
Niestety, liczba czÅ‚onków zespoÅ‚u „operacyjnego” jest ograniczona do klasycznego – wÅ‚aÅ›ciwego dla gier RPG (dlaczego?) – „piÄ™ciopalczastego” – zestawu, co jest sprytnym pisarskim wybiegiem, pozwala bowiem
Sandersonowi dość łatwo zapanować nad sytuacją. Niestety czytelnik odczuwa tu rozczarowanie, chciałby bowiem poznać co bardziej egzotycznych towarzyszy. To trochę jak pokazać dziecku cukierka, a następnie go schować.
Akcja książki dzieli się w istocie na dwa nieco bardziej rozbudowane opowiadania, przy czym drugie jest dwukrotnie obszerniejsze od pierwszego. Między nimi występuje określony związek, acz nie na tyle mocny, by nie można było ich przeczytać w odwróconej kolejności. Aż dziw bierze, że autor nie zdecydował się ich opublikować rozdzielnie.
Jak to u
Sandersona, fabuła jest wciągająca, postacie i wydarzenia przemyślane, potencjalne zaś luki na tyle zręcznie zakamuflowane, że nie rzucają się od razu w oczy. Czytelnikowi dane będzie zresztą uświadczyć typowego dla Amerykanina humoru, przejawiającego się nade wszystko w komizmie sytuacyjnym.
„Legion” okazaÅ‚ siÄ™ caÅ‚kiem ciekawÄ… lekturÄ…, bardziej niż
„Idealny Stan” czy
„Dusza cesarza”, i to pomimo osadzenia go w realiach doskonale znanego mu – a przez to nużącego – Å›wiata. GłównÄ… wadÄ… książki jest jej dość nikÅ‚a objÄ™tość, caÅ‚ość aż prosi siÄ™ o ubranie w „ceglaste” szaty.
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|