Portugalia pozostaje na antypodach historii powszechnej nauczanej w Polsce, sam kraj zaś kojarzy się głównie jako „uzupełniający” wobec krajów Morza Śródziemnego letni kierunek turystyczny, jak i ojczyzna całkiem utalentowanych piłkarzy. Również jego rola w historii świata sprowadza się do wyeksponowania pierwszej fazy epoki wielkich odkryć geograficznych, ale stosowną „pałeczkę” na kartach podręczników szybko przejmują Hiszpanie, Anglicy czy Holendrzy. A przecież jeszcze do niedawna kraj ten był jednym z kolonialnych mocarstw, obecnym na większości kontynentów. Okazuje się jednak, że owa obecność bywa problemem pełnym niejasności dla samych Portugalczyków.
„Chwała Portugalii” prowokuje już swoim tytułem, nasyconym ironią. Tak naprawdę książka ta traktuje o bardzo mało godnych elementach historii kraju znad Tagu, których jednak nie sposób określić mianem epizodów. Przeciwnie, autor bez specjalnego wysiłku dowodzi, że kolonializm Portugalczyków miał charakter nie mniej rasistowski od swych bardziej znanych „pobratymców”.
Inna rzecz, że autor wybrał ku temu bardzo kontrowersyjną ścieżkę. Całość jest bowiem spisana dość eksperymentalnym, mocno joyce’owskim stylu – i niekoniecznie jest to czołobitny komplement. Lektura omawianej książki wymaga bowiem intensywnej koncentracji. Przenikają się ze sobą nawzajem nie tylko linie chronologiczne poszczególnych rozdziałów, lecz i nawet pomiędzy poszczególnymi akapitami, stanowiącymi swego rodzaju dwugłos.
Pomimo stosownych przypisów redakcyjnych nie tak trudno również zagubić się w gąszczu Wielkiej Historii roztaczanej przed oczami czytelnika. Nie jest on może „bombardowany” wielością lokalnej terminologii czy nieznanych mu nazw osobowych, lecz styl autora często wykorzystującego różnorakie powtórzenia ponownie wymaga odeń uwagi napiętej w najwyższym stopniu.
„Zderzając się” z
„Chwałą Portugalii” można wręcz zacząć formułować pod jej adresem zarzuty o bełkotliwości czy niewielkiej odkrywczości skrywającej się pod rozbuchaną formą. Jednak nawet odwołując się do ambicji i wyrobienia trudno nie zgodzić się z tezą, iż autor chcąc „przytrzeć rogi” rodakom i odbrązowić mit, który ci zaczęli wyznawać, nie mógł wybrać ku temu bardziej niezrozumiałej metody…
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|