Historia kinematografii zna stosunkowo niewiele przykładów, gdy sequel okazywał się jeśli nie lepszy, to nie gorszy od pierwowzoru. Przykładu jednak prymatu trzeciej części nie jestem w stanie wskazać choćby jednego (bynajmniej nie aspiruję do miana autorytetu w dziedzinie filmoznawstwa). Czy „Ogień i popiół” można będzie za takowy uznawać?
Omawiany film jest bardzo głęboko zakorzeniony w fabule
poprzedniej odsłony, bardziej niźli to miało miejsce w relacji „dwójki” do tzw. oryginału. Nietrudno tu o spostrzeżenie, iż właściwie mamy do czynienia z „drugą częścią drugiej części”, właściwie współtworzoną, a z pewnością spójną z nią fabularnie.
Niestety jak to często bywa w przypadku „kolejnych” sequeli, w dużej mierze odbywa się to z uszczerbkiem dla
sensu opowieści. Historia roztaczana przed oczami widza staje się bardziej przewidywalna, bardziej blockbusterowo oklepana i nadęta patosem, trudno zaś wskazać coś, co można by było określić mianem morału bądź przesłania – a to nie lada osiągnięcie jak na trzygodzinny obraz.
Właściwie jednak ani przez moment projekcji nie czułem się specjalnie senny, choć nie da się ukryć, iż gdyby całość trwała tak o połowę krócej, to nie miałbym wrażenia, iż fabuła uległa jakiemuś szczególnemu spłyceniu. Co gorsza, bez problemu upatrzymy typowo hollywoodzkie „furtki” mające stanowić punkt wyjścia dla ewentualnych części „czwartych” i „piątych”.
Po dziełach
Jamesa Camerona zawsze należy oczekiwać zmysłowego przepychu i nie inaczej jest w przypadku
„Ognia i popiołu”. Śmiem jednak twierdzić, że na pierwszy plan stanowczo zostały wysunięte wizualia, na czym całość jednak traci, albowiem w przypadku pierwszego
„Avatara” ewidentnie pozostawały one w synergii z muzyką, tutaj zaś nieco „schowaną”.
„Avatar. Ogień i popiół” to filmowy odpowiednik tzw. McDrwala – produkt zorientowany na kasową „,magię świąt”, obiecujący bardzo wiele pierwszymi dostarczanymi przez siebie doznaniami, lecz kryjący w sobie tak naprawdę wiele pustki. Dwa dni po projekcji prawdopodobnie będziecie już niewiele pamiętali…
|
| Autor: Klemens
|
|
|
|
|